Mike
Spojrzałem na Matta.
- Co się stało?- spytałem łamiącym się głosem.
- J-Ja...n-nie...ja nie chciałem- wyjąkał. Z oczu poleciały mu łzy.
- Co ty zrobiłeś siostrze?!- wrzasnąłem.
Jas
- Mike nie krzycz na niego. Widzisz, że jest roztrzęsiony- spojrzałam na Mika zaszklonymi oczami po czym przerzuciłam wzrok na Matta- Chodź do mnie skarbeczku- Podbiegł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Ja nie chciałem!! To był wypadek!!!- krzyczał przez łzy.
- Już ciii. Wszystko będzie dobrze- pogłaskałam go po włosach i spojrzałam na Mika- Dzwoń po karetkę- pobiegł po telefon. Do moich uszu dobiegły dźwięki rozmowy. Wróciłam wzrokiem do Matta- Powiedz mi co się stało. Nie bój się. Nie będę krzyczeć- pocałowałam go w czoło.
- B-Bawiliśmy się w obóz. W t-trakcie z-zabawy zacząłem się k-kłócić z Kadere. W-Wybiegła wkurzona z p-pokoju i chciała się tobie p-poskarżyć. Zdenerwowałem się i niechcący ją popchnąłem. Nie chciałem żeby stała się jej krzywda- wyjąkał ledwo słyszalnie przez łzy.
- Nie martw się. Nic jej nie będzie- pozwoliłam mu się we mnie wtulić i spojrzałam na Kadere. Oby wszystko wróciło do normy...
Sally
Patrzyłam na to całe zajście, chwila gdzie są dzieci? Spojrzałam do góry, chowali się za rogiem. Weszłam do góry, dzieci zwiały do innego pokoju. Zmartwiło mnie to, pokierowałam się do pokoju w którym się schowali. Zajrzałam do pokoju, Katie płakała a Alan ją pocieszał. Podeszłam do nich, Alan gdy mnie zobaczył zrobił przestraszoną minę. Uklęknęłam przy Katie i ją przytuliłam
-Cii...już dobrze-powiedziałam, przytuliłam do siebie jeszcze Alana. Gdy usłyszeliśmy wycie karetki zeszliśmy na dół.
Jas
Gdy karetka zabrała już Kadere dalej tuliłam Matta. Był przerażony. Ale Kadere wyzdrowieje. Na pewno wyzdrowieje...
- Mamusiu przepraszam- wyszeptał.
- Cichutko. Już dobrze. Twoja siostra wyzdrowieje.
Mike
Spojrzałem na Matta, następnie na Jas, a potem na Katie, Alana i Sally. Nie rozumiem jak można popchnąć siostrę z powodu jakiejś głupiej zabawy.
- Matt dlaczego to zrobiłeś?!
- Nie krzycz na niego!! On nie chciał jej popchnąć!!- krzyknęła Jas patrząc na mnie. Bez słowa poszedłem na górę do sypialni.
Alan
Mam nadzieje że wyzdrowieje, bo jak Katie się dowie że nie wyzdrowiała to będzie nie miło.
-A temu co się stało?- spytała siostra wskazując głową na wujka Mike'a.
- Nie mam pojęcia. Jest wściekły.
-Lepiej z nim pogadaj, a ja się zajmę dziećmi- oznajmiła mama.
Jas
Poczułam jak Matt zaciska swój uścisk mocniej.
- Nie zostawię go teraz- pokazałam na Matta- Później pogadam z Mikiem.
Sally
Spojrzałam na dzieci, westchnęłam cicho. I co ja mam teraz zrobić? Jak Kadere nie wyzdrowieje, to Katie będzie załamana. Czemu nie mogli się grzecznie bawić? Gdy ja i Jas byłyśmy małe nie miałyśmy takich problemów.
Jas
Matt po chwili zasnął. Jego oczy były spuchnięte od płaczu. Ostrożnie go podniosłam i zaniosłam do jego pokoju.
Sally
Matt po chwili zasnął, my też już chyba będziemy się zbierać, gdy Jas wróciła
-My chyba będziemy się zbierać.
- Okej. Jeżeli się coś wydarzy od razu do ciebie zadzwonię
Uśmiechnęłam się słabo do siostry, dzieci złapały moje dłonie i szliśmy w stronę wyjścia, przy drzwiach stał Fritz
-Do zobaczenia.
- Do zobaczenia- przytuliła siostrzeńców i pożegnała się ze mną oraz Fritzem po czym zamknęła drzwi.
Doszliśmy do domu od razu położyłam dzieciaki spać.
Jas
Chwyciłam kurtkę.
- Mike!! Jadę do Kadere!!- krzyknęłam do męża.
- Poczekaj jadę z tobą!!- zbiegł na dół i chwycił kurtkę po czym razem wyszliśmy.
Sally
-Zawieziesz mnie do szpitala?- spytałam męża
-Jasne, tylko weź kurtkę
Zrobiłam jak powiedział i pojechaliśmy do szpitala na miejscu spotkaliśmy Jas i Mike'a
- Przyjechaliście- przytuliła mnie. Poczułam, że moje ramię jest mokre.
-Co z nią?-spytał Fritz lekko przestraszony ponieważ Jas zaczęła płakać.
- Jest źle- wyszeptała i się rozpłakała na dobre. Spojrzałam na nią zmartwiona.
Fritz
Podszedłem do Mike'a.
-Wiecie coś?
- Trwa operacja- Zbladłem na jego odpowiedź, popatrzyłem z niedowierzaniem na Sally, ona też nie była tą wiadomością zachwycona.
- Jas. Już się nie denerwuj. To może wam zaszkodzić- podszedł do niej i posadził ją na krześle.Sally usiadła obok niej. Ciężarna patrzyła się w podłogę oczami pełnymi łez. Mike westchnął ciężko i spojrzał na drzwi prowadzące na salę operacyjną. Również wydałem z siebie ciężkie westchnięcie, i zacząłem chodzić w tą i z powrotem.
Sally
Zaczęłam pocieszać siostrę.
KILKA GODZIN PÓŹNIEJ
Jas
Zobaczyłam lekarza wychodzącego z sali. Wstałam i podeszłam do niego.
- Panie Doktorze co z nią?- spytałam zaniepokojona.
Lekarz
- Operacja była bardzo skomplikowana. Podczas upadku czaszka pacjentki mocno się uszkodziła, a organy wewnętrzne poniosły podobne szkody. Na razie pacjentka będzie w śpiączce, ale proszę być dobrej myśli.
Sally
Podeszłam do Jas i lekarza, zmierzyłam go wzrokiem. Czy on naprawdę jest taki głupi żeby mówić takie rzeczy ciężarnej!?
- Jak to w śpiączce...?- do oczu ponownie napłynęły jej łzy.
- Spokojnie. Nie wolno się pani denerwować- zerknął na jej brzuch- Pani córka na pewno z tego wyjdzie.
Fritz
Podszedłem do Sally i ją przytuliłem żeby nie rzuciła się na lekarza.
Sally
Najchętniej to bym go teraz udusiła! Ale niestety Fritz mnie przytulił.
Mike
Podszedłem do reszty i przytuliłem Jas.
Jas
Wtuliłam się w Mika starając się nie rozpłakać.
Sally
Spojrzałam wściekła na lekarza, niech się lepiej jak najszybciej z tego pomieszczenia wycofa bo nie ręczę za siebie.
Lekarz
Westchnąłem i odszedłem od nich.
Mike
- Już spokojnie- pogłaskałem Jas po włosach.
Sally
Westchnęłam cicho, i wtuliłam się w Fritza.
Matt
Siedziałem w domu. Rodzice poszli do Kadere. Ja nie chciałem...pójdę ją odwiedzić!! Może Alan i Katie pójdą ze mną? Napisałem do nich.
Idziecie ze mną do Kadere?
Alan
Dostałem esa od Matt'a
-Katie idziesz ze mną i Matt'em odwiedzić Kadere?
Pokiwała głową na tak
Idziemy, gdzie się spotykamy?
Matt
Park koło szkoły. Za pół godziny.
Alan
Spoko
Matt
To do zobaczenia.
Poszedłem do kuchni wziąć sobie soku.
Alan
Dozob
Ja z siostrą, przebraliśmy się, spakowaliśmy parę potrzebnych rzeczy i ruszyliśmy w stronę szkoły.
PÓŁ GODZINY PÓŹNIEJ
Matt
Czekałem na kuzynów w umówionym miejscu.
Alan
Właśnie doszliśmy do kuzyna, razem poszliśmy w stronę szpitala
Matt
Gdy byliśmy na miejscu rozejrzałem się po budynku.
- Jak myślicie. Gdzie mogą być?- spojrzałem na kuzynów.
Katie
Alan odpowiedział wzruszeniem ramion-A może spytamy się kogoś?
Matt
- A może spytacie mnie?- usłyszałem za sobą głos. Odwróciłem się szybko i zobaczyłem wujka Vinca.
- Wujek!!- przytuliłem się do niego.
Alan
Podszedłem do wujka i uściskałem go. Katie wyglądała na zamyśloną. A to ona zawsze pierwsza leci się do niego przytulić dziwne..
Vinc
- Co wy tu robicie maluchy?- zaśmiałem się i spojrzałem na nich.
Matt
- Ey!! Ja wcale nie jestem mały!!
Katieronę
-Mogłabym zadać ci to samo pytanie-powiedziałam poważnie
Alan
-Ja też nie jestem!
Katie zrobiła się poważna, powiało grozą.
Vinc
Odkleiłem się od chłopaków i ukucnąłem przy Katie.
- Co jest maleńka? Nie cieszysz się, że mnie widzisz?
Katie
-Cieszę się, ale dziwi mnie to że zawsze pojawiasz się gdy mamy problem
Vinc
- No widzisz. Tak was kocham, że aż zostałem waszym aniołem stróżem- zaśmiałem się cicho.
Katie
Zrobiłam słynną minę mamy, gdy komuś nie wierzy.
Vinc
- Okej. Obiecuję, że od dzisiaj nie będę wam pomagał okej?
Katie
-Nie-odparłam krótko, zaśmiałam się, dał się nabrać-Masz nam dalej pomagać.
Vinc
- O ty mała łobuziaro- rozczochrałem jej włosy i wziąłem ją na barana.
Katie
-Wiśta wio!
Alan
Zachowanie mojej siostry naprawdę umie powalić, zaśmiałem się.
Vinc
- Chodźmy- wziąłem chłopaków za ręce i poszliśmy w stronę ich rodziców.
Katie
Boję się trochę, mama pewnie da nam do słuchania.
Alan
Mam nadzieję że tata powstrzyma mamę przed wykładem.
Jas
Zobaczyłam Vinca idącego korytarzem. Ale...CZY Z NIM SĄ DZIECI?!!?!
Mike
- Co wy tu robicie?- spojrzałem na dzieciaki.
Katie
-Moglibyśmy spytać was o to samo-uwielbiam mówić to zdanie poważnym tonem.
Jas
- Przecież przyszliśmy tu dla twojej kuzynki- spojrzałam na Katie.
-No i my zrobiliśmy to samo jak widzicie.
Sally
-Dzieci....-mruknęłam zła-Co ja wam mówiłam o wychodzeniu z domu bez nas?
Alan
-Przepraszamy-powiedzieliśmy równocześnie
Fritz
Położyłem rękę na barku Sally
-Nie złość się, przyszli tylko zobaczyć.
Matt
- Chcemy wiedzieć co z Kadere.
Jas
- Nie martw się. Twoja sios...- nie dokończyłam bo poczułam nagły skurcz w brzuchu. Potem kolejny...i kolejny. Zgięłam się w pół.
Mike
- Jas? Jas Boże!! Zaczyna się?!
Jas
- T-Tak- wychrypiałam ostatkami sił i zaczęłam krzyczeć.
Mike
- Lekarza!!- zacząłem drzeć się na cały szpital.
-----------------------------------------------------------------------------
Hejko ;33 Kolejny rozdział już za nami ;33 Poród Jas już w następnym rozdzialiku ^^ Głosujcie w ankiecie na blogu czy Jas ma urodzić chłopca czy dziewczynkę. To tyle. Trzymajta się i dozoba w następnym, pa! ;33
Nie ma to jak zachować pozytywne myśli :D
OdpowiedzUsuńOgólnie rozdział był fajny, ale jednak poprzedni podobał mi się trochę bardziej. W tym (według mnie) akcja "leci" trochę za szybko i jest za dużo zmian perspektywy.
Co do porodu to jestem za dziewczynką :)
Postaram się to trochę ogarnąć jeżeli tak bardzo wam to przeszkadza XD A jeżeli chodzi o dziewczynkę to głosuj w ankiecie.
UsuńSorry nie zauważyłam. Jestem na fonie.
UsuńWaaaaa! XD W końcu ;3 czekałam i czekałam na ten rozdział ;3
OdpowiedzUsuń......................
OdpowiedzUsuńNie dość że dziewczyna jest główną bohaterką to jeszcze ma się kolejną urodzić? Wyrównaj szanse! XD
OdpowiedzUsuńDziewczynę ale chlopczyce super rozdział
OdpowiedzUsuń