BLOG ZOSTAJE ZAWIESZONY DO ODWOŁANIA
FNAF Opowiadania [ cz.2]
niedziela, 17 stycznia 2016
niedziela, 25 października 2015
Rozdział 4. Poród.
Sally
Pobiegłam po pielęgniarki, oraz lekarza po chwili byliśmy już przy Jas. Gdy zaprowadzili ją na porodówkę, spojrzałam na Mika. Był cały roztrzęsiony.
Katie
Spojrzałam przerażona na brata i kuzyna. Zeskoczyłam z pleców wujka.
- To co my teraz zrobimy?
- APOKALIPSA NADCHODZI!!- Matt wybiegł z krzykiem ze szpitala.
Zaczęłam z bratem krzyczeć to co kuzyn, po czym wybiegliśmy ze szpitala. Cały czas biegłam za chłopakami
- Dzieci wracajcie!!!- usłyszałam wujka Mika.
Sally
- Dzieci!!- krzyknęłam i pobiegłam za nimi, ale po chwili zniknęły mi z oczu. Szukałam ich po całym szpitalu.
Mike
- Katastrofa!!- złapałem się za głowę.
- Ja ich poszukam- Vincent wyszedł ze szpitala.
Katie
-A tak w ogóle to gdzie my biegniemy?- spytałam brata.
- Też chciałbym wiedzieć.....Matt gdzie my tak popylamy?
- Do mnie do domu!!
Obejrzałam się za siebie, a tam wujek Vincent!? Przyspieszyłam.
- Mamy ogon!- krzyknęłam.
Alan
Również przyspieszyłem
- Musimy się pospieszyć, jeśli nie chcemy, żeby nas złapał!
- Dzieciaki!! Stójcie!!
- Już niedaleko!! Musimy go jakoś zgubić!!- krzyknął Matt.
- Tamtą uliczką w prawo! Nią da się obiegnąć przecznicę na około, oraz jest tam rozwidlenie! Łatwo go tam zgubimy!
Matt
Pobiegłem tak jak kazał kuzyn. Po chwili zgubiliśmy wujka!! Sukces!!
- Alan!! Ty to jesteś ktoś!!
- Tak wiem.
- Skromnością nie grzeszy- Katie przewróciła oczami.
- Dzięki!!- powiedział z poirytowaniem.
- Jesteśmy!!!- wbiegłem do domu i schowałem się w moim pokoju.
Alan
Zrobiliśmy to co Matt
- To co teraz robimy?- spytałem.
- Może zrobimy fort albo....barykadę!-powiedziała z entuzjazmem Katie.
- Apokalipsa nadchodzi!! Bierzemy wszystko co się da i wznosimy mur obronny!!!- krzyknął Matt.
- Ta jest!-krzyknąłem z siostrą równocześnie. Zaczęliśmy brać co się dało.
Matt
Po chwili wszystko było gotowe. Założyłem hełm dowódcy, a Katie i Alanowi założyłem hełmy żołnierzy.
- Katie!! Odpowiadasz za fosę!! Alan!! Odpowiadasz za wzmocnienie muru!! Ja zajmę się budową!!
- Ta jest!- krzyknęli znowu. Katie zabrała się za fosę a Alan za wzmocnienie muru.
Zabrałem się za budowę muru.
- Skończyłem kapitanie-powiedział z dumą Alan.
- Ja też!-powiedziała również z dumą Katie.
- Dobrze!! Wy tu zostańcie!! Ja pójdę po żywność!!- wybiegłem z pokoju.
Katie
Usiadłam sobie na podłodze, Alan udział obok mnie
Po chwili Matt wrócił z dwiema torbami jedzenia i napojów.
- Jaki jest plan działania Kapitanie?- spytał Alan.
- Siedzimy w bazie i robimy wszystko, żeby nie podbito naszego obozu.
Alan
- Ta jest!- poczułem coś na moim ramieniu. To była Katie, która opierała głowę na moim ramieniu. Najwyraźniej zasnęła.
Matt
Przykryłem Katie kocykiem, po czym zasunąłem suwak od namiotu, w którym siedzieliśmy.
- Później przyniosę nam śpiwory.
Alan
Kiwnąłem na zgodę. Mam nadzieję, że wujek nie domyśli się, że tu jesteśmy.
Usłyszałem kroki na dole.
- Zabezpieczenia obronne do góry i cicho siedzieć!!- szepnął do mnie Matt.
- Już się robi!- odszepnąłem i zrobiłem co kazał.
Matt
Na namiot narzuciły się sterty zabawek. Żeby wujek nas nie znalazł położyłem się w kącie i zrobiłem to samo z Alanem.
Alan
Siedzieliśmy bardzo cicho, bałem się trochę że nas znajdzie
- Dzieciaki? Gdzie jesteście?- usłyszałem jak wujek wszedł do pokoju- Alan, Katie. Wasi rodzice się martwią. Matt. Twoja mama jest po porodzie i strasznie się o ciebie martwi.
APOKALIPSA NADESZŁA!!!
Ledwo co siedziałem cicho. Bałem się, że wujek obudzi Katie, a jak ją obudzi to będzie katastrofa. Cofnąłem się jeszcze trochę pod ścianę.
Usłyszałem ciche westchnięcie wujka. Po chwili- jak wywnioskowałem- wyszedł z pokoju.
- Pjona!- szepnął do mnie i przybił mi piątkę.
Mam nadzieję że wujek nie usłyszał jak przybijaliśmy sobie piątkę.
Vinc
- AHA!!- zrzuciłem stertę zabawek i odpiąłem namiot- Idziecie ze mną!
- ATAK!!!- Matt rzucił się na mnie razem z Alanem.
- Ej ej!!- zdjąłem ich i wstałem trzymając ich za kołnierze- Idziemy!!
- Ja nigdzie nie idę!! Apokalipsa nadeszła!!- krzyknął Matt.
- Masz rodzeństwo!!- spojrzałem na niego.
- Apokalipsa!!!- krzyknął Alan i zaczął się wyrywać- Katie ratunku!! Zaatakowano naszą bazę!
Katie
Obudziły mnie krzyki brata. Atak na bazę!? Wyjrzałam z namiotu. Wzięłam koc i rzuciłam się na wuja zasłaniając mu oczy
- Uciekajcie! Ja go zatrzymam!
- Katie!!- próbował mnie zrzucić.
- Nie dam się!- wskoczyłam na plecy wujowi, nie zdejmując mu koca z twarzy
- Wiejemy!- krzyknął Alan.
Vinc
- DOSYĆ!!- zrzuciłem Katie. Moje oczy były czarne- IDZIECIE I TO JUŻ!! NIE MA SŁOWA NIE!!!
Katie
Upadłam z piskiem na podłogę. Przestraszyłam się wujka. Podbiegłam do brata i schowałam się za nim.
- I co teraz robimy kapitanie?- spytał Alan, patrząc na Matta. Ten natomiast bez słowa poszedł za wujkiem, a Alan poszedł w jego ślady.
Boje się....Nie chcę stąd wyjść, ale muszę, bo wujek na mnie nakrzyczy. Ze spuszczoną głową poszłam za nimi.
- Wsiadać- pokazał nam auto i usiadł za kierownicą.
Matt usiadł z przodu obok miejsca kierowcy i wbił wzrok w ziemię. Alan natomiast wsiadł do tyłu, a zaraz po nim ja. Chciało mi się płakać, a on chyba to zauważył, bo wbił wzrok w ziemię.
Vinc
Moje oczy zrobiły się normalne. Zerknąłem na Katie.
- Przepraszam. Nie chciałem cię wystraszyć.
Pociągnęła nosem.
- To ja powinnam wujka przeprosić.
- My wszyscy- odezwał się Matt.
- Już dobrze. Jedziemy?- uśmiechnąłem się lekko.
- Tak- przytaknął Matt.
Katie
Jechaliśmy w ciszy. Ta cisza mnie przytłaczała i to bardzo. Niech ta podróż się już skończy!
Po chwili byliśmy na miejscu.
- Tylko bez krzyków proszę- wujek powoli wysiadł z auta.
Wysiadłam razem z kuzynami w ciszy.
Matt
Nie chcę kolejnego rodzeństwa...
Katie
Ciekawe czy dostaniemy wykład od mamy. Mam nadzieję że nie, bo więcej krzyków już nie zniosę
- Matt!! Boże!! Co za szczęście!!- wujek wziął Matta na ręce i dokładnie go obejrzał- Nic ci nie jest?
- Nie- warknął krótko.
-Alan! Katie! Dzięki Bogu!- mama przytuliła nas- Wszystko w porządku?
- Tak- odpowiedzieliśmy równo.
- A gdzie apokalipsa?- mój kuzyn spojrzał na tatę.
Mike
- Eeeee...- spojrzałem na Vinca pytająco.
- Długo by tłumaczyć.
-Waśnie gdzie?- Katie zaczęła się rozglądać i chodzić po pomieszczeniu w tą i z powrotem.
- Jeżeli chodzi ci o ciocię i twoją kuzynkę to są na sali- spojrzałem na Katie.
Matt
- MAM KOLEJNĄ SIOSTRĘ?!- APOKALIPSA X 10000000000!!!!!!!!!!!!!!!!!
Katie
Podniosłam ręce do góry z się obróciłam, po czym podeszłam do Matta
- Kapitanie jak stoi sytuacja?- wyszeptałam.
- KATASTROFA!!!!!!!
Przewróciłam się
- Aż tak?- wstałam i podeszłam do kuzyna- Robimy akcję Apokalipsa part 2? Tylko, że tym razem pobiegniemy do nas- wyszeptałam.
- Apokalipsa nadeszła. Trzeba się kryć- odszeptał.
- Czyli lecimy do mojego domu?
- Tak
- Czekaj chwilę zaraz wracam- podeszłam do brata- Apokalipsa part 2. Wchodzisz w to?
Chwilę się zastanowił
- Okej...- odszeptał. Podeszliśmy do Matta- Jaki mamy plan kapitanie?
- Aaaa!! Mój brzuch!! Mój brzuch!!- padł na ziemię- Ja umieram!!
- Ehh...- wujek Mike spojrzał na mnie i brata- Weźcie kuzyna do domu. A ty- spojrzał na wujka Vinca- Proszę przypilnuj ich.
- Nie ma problemu. Idziemy- spojrzał na nas trzech.
Matt
NO NIE!! Z wujkiem Vincem to się nie uda!!
Kuzyni pomogli mi dojść do samochodu.
- Nasz plan okazał się fiaskiem- Katie westchnęła.
- Ja zawsze mam plan B- puściłem jej oczko.
- Dawaj- odpowiedziała zdeterminowana.
- WUJKU!! AAARGGGHH!!! J-JA...J-JA...- udawałem, że zemdlałem.
- Dopatrzcie go- usłyszałem jak wsiadł szybko za kierownicę i odjechał razem z nami.
- Musimy dojechać do domu- wyszeptałem prawie niesłyszalnie do Katie.
Katie
Pokiwałam głową na tak i zaczęłam się bawić włosami kuzyna.
Po chwili byliśmy na miejscu.
- Odsuńcie się- wujek wziął Matta na ręce i wszedł pospiesznie do domu- Pójdę po wodę, a wy go dopatrzcie- położył go na kanapę i poszedł do kuchni po wodę.
- Teraz!- szepnął Matt i pobiegł ze mną i Alanem do piwnicy.
Zamknęliśmy się w piwnicy. Alan posadził mnie na bujany fotel.
- To co teraz robimy?- spytałam.
- Czekamy- odparł Matt.
- Okej....-zaczęłam bawić się sznurówką, a później włosami.
- DZIECIAKI!!!!- usłyszeliśmy głos wujka.
- O. To już- Matt zachichotał cicho.
Odwzajemniłam śmiech z Alanem. Zaczęłam machać nogami, przez co krzesło zaczęło się bujać. Miałam z tego taką radochę, jak malutkie dziecko z lizaka.
Usłyszeliśmy jak zaczął biegać po całym domu.
- NATYCHMIAST WRACAJCIE!!
- Hi hi...- Matt miał z tego polewkę XD
Alan uśmiechnął się szeroko.
- Hi hi...Nigdy nas tu nie znajdzie-wyszeptał do kuzyna.
- Wiem- ponownie zachichotał cicho.
Usłyszałam kroki.
- Ciii....
Siedzieliśmy cicho.
- Dzieciaki!! Wracajcie tu!!!
Było cicho jak makiem zasiał pomiędzy nami. Wujek Vincent co chwile krzyczał, żebyśmy do niego przyszli.
- Jeżeli za 3 sekundy was tu nie zobaczę to będziecie mieli taką karę od rodziców, że ode chce wam się uciekania!!!
Podeszłam do kuzyna.
- Co robimy?
- Ja tam nie idę!!- skrzyżował ręce.
- 1...- wujek zaczął odliczać.
- Ja też-powiedziałam twardo.
- Ja też-dodał Alan.
- 2...
- Apokalipsa nadeszła- burknął Matt.
- Więc musimy trzymać się razem- powiedziałam.
- Jak nie dla rodziców to dla Kadere- dodał mój brat.
- Otóż to- przytaknął mu.
- 3!!!- do naszych uszu dobiegł odgłos zamykania drzwi, a ja usłyszałam cichy warkot silnika samochodu.
- Chyba sobie poszedł- powiedziałam speszona.
Matt odetchnął z ulgą.
Mój brat wyjrzał lekko z piwnicy
- Czysto.
Matt
Wyszedłem do salonu i usiadłem na kanapę.
Alan usiadł obok mnie, a Katie w fotelu.
- Teraz przez apokalipsę rodzice całkiem zwariują...- westchnąłem.
- Zgadzam się- kuzynka ułożyła się wygodnie w fotelu.
- To nie fair!! Zawsze byłem tylko ja, wy i Kadere!!
- Moim zdaniem powinniśmy jak najlepiej się ukryć przed tą apokalipsą- stwierdził Alan.
- Słucham pomysłów- spojrzał na niego.
- Twoja piwnica, nasza piwnica, domek na drzewie, pizzeria- wymienił.
- Moim zdaniem powinniśmy iść do pizzerii- powiedziałam.
- Akcja Pizzeria rozpoczęta!- Matt wstał.
- Idę po śpiwory, koce i poduszki!- również wstałam.
- Ja pójdę na zwiady zobaczyć czy nie idą!- Alan także wstał.
- A ja pójdę po prowiant!! Chociaż czekajcie...w sumie tylko picie, bo w Pizzerii będzie pizza!!- kuzyn uśmiechnął się szeroko.
Katie
Zapakowałam już wszystko! Zeszłam na dół.
- Już!
Po chwili przybiegł Alan.
- Teren czysty!
- A ja mam picie!- pokazał mi i bratu dwie torby- To kto prowadzi?
- Ale czym?- spytał Alan.
- W sensie do Pizzerii- odparł Matt.
-Ja! Znam świetny skrót do niej!- krzyknęłam.
Alan
Wziąłem od Katie trochę bagażu
- Idziemy?- spojrzałem na siostrę, a potem na kuzyna.
- Panie przodem- zaśmiał się.
Katie
Zaśmiałam się i wyszłam. Szliśmy ok.15 min, jak nie więcej. Powoli weszliśmy do pizzerii. Było ciemno i cicho... za cicho.
- Wreszcie spokój!!- krzyknął uradowany Matt.
- Ciii....-nasłuchiwaliśmy ciszy- Słyszycie?
- Za cicho jak na to miejsce- stwierdził mój brat.
- No....- zgodził się Matt.
- M-Może k-kogoś po-poszukamy??-wydukałam
Alan mnie przytulił, dzięki czemu poczułam się trochę bezpieczniej.
- Katie. Nie bój się. Tu nic ci nie grozi- Matt uśmiechnął się do mnie.
Odwzajemniłam uśmiech. Usłyszałam jakiś przerażający śmiech. Wtuliłam się w brata.
- C-Co to było?
- Nie mam pojęcia, ale nie ma się czego bać. To w końcu Pizzeria naszych rodziców- stwierdził Matt.
- N-No tak....Ale mama mówiła chyba coś na temat przychodzenia tutaj w nocy....ale nie wiem co...Alan pamiętasz?
- Że...tu jest niebezpiecznie czy coś takiego mówiła....chyba -odpowiedział.
- E tam. Wolicie to czy apokalipsę?
Zastanowiłam się.
- To- odparłam krótko. Alan pokiwał głową na zgodę- To może znajdziemy sobie taki kącik, gdzie nas nie znajdą?
Matt
- Chodźmy do Kid's Cove.
- A będą opowieści o piratach?-spytała się mnie.
- Pewnie.
Katie
- Yay! ^^- wyprzedziłam ich i już poszłam wszystko rozłożyć. No co? Uwielbiam piratów! Usiadłam sobie i czekałam na kuzyna oraz brata.
Po chwili wszedł Matt.
- Mangle!!- krzyknął. Brak odpowiedzi. Pewnie jest w naprawie.
- Hej!- krzyknęłam do chłopaków.
- Chyba jesteśmy sami- usiadł obok mnie.
- A opowiesz mi historię o piratach?- zrobiłam słodkie oczka. Alan usiadł obok mnie.
- Dopiero na dobranoc- kuzyn mnie przytulił.
- E..tam....A mogę iść do Foxy'ego?- burknęłam.
- Tylko go nie zabij- zaśmiał się.
- Dobra....- przewróciłam oczami i poszłam. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Usłyszałam jakieś szmery....Nie mam pojęcia kto to, ale mam nadzieję, że to Foxy...
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Czesio. Wiem, że rozdział jest bardzo późno i przepraszam, że musieliście tyle czekać. Wspominałam już dlaczego to się stało. Przepraszam też, że taki krótki, ale ostatnio mi brakuje na wszystko czasu. Chciałabym żeby to się zmieniło, ale czasem nie zarządzam...ehh...No nic. To tyle. Trzymajcie się i do następnego. Bajoo ;3
Pobiegłam po pielęgniarki, oraz lekarza po chwili byliśmy już przy Jas. Gdy zaprowadzili ją na porodówkę, spojrzałam na Mika. Był cały roztrzęsiony.
Katie
Spojrzałam przerażona na brata i kuzyna. Zeskoczyłam z pleców wujka.
- To co my teraz zrobimy?
- APOKALIPSA NADCHODZI!!- Matt wybiegł z krzykiem ze szpitala.
Zaczęłam z bratem krzyczeć to co kuzyn, po czym wybiegliśmy ze szpitala. Cały czas biegłam za chłopakami
- Dzieci wracajcie!!!- usłyszałam wujka Mika.
Sally
- Dzieci!!- krzyknęłam i pobiegłam za nimi, ale po chwili zniknęły mi z oczu. Szukałam ich po całym szpitalu.
Mike
- Katastrofa!!- złapałem się za głowę.
- Ja ich poszukam- Vincent wyszedł ze szpitala.
Katie
-A tak w ogóle to gdzie my biegniemy?- spytałam brata.
- Też chciałbym wiedzieć.....Matt gdzie my tak popylamy?
- Do mnie do domu!!
Obejrzałam się za siebie, a tam wujek Vincent!? Przyspieszyłam.
- Mamy ogon!- krzyknęłam.
Alan
Również przyspieszyłem
- Musimy się pospieszyć, jeśli nie chcemy, żeby nas złapał!
- Dzieciaki!! Stójcie!!
- Już niedaleko!! Musimy go jakoś zgubić!!- krzyknął Matt.
- Tamtą uliczką w prawo! Nią da się obiegnąć przecznicę na około, oraz jest tam rozwidlenie! Łatwo go tam zgubimy!
Matt
Pobiegłem tak jak kazał kuzyn. Po chwili zgubiliśmy wujka!! Sukces!!
- Alan!! Ty to jesteś ktoś!!
- Tak wiem.
- Skromnością nie grzeszy- Katie przewróciła oczami.
- Dzięki!!- powiedział z poirytowaniem.
- Jesteśmy!!!- wbiegłem do domu i schowałem się w moim pokoju.
Alan
Zrobiliśmy to co Matt
- To co teraz robimy?- spytałem.
- Może zrobimy fort albo....barykadę!-powiedziała z entuzjazmem Katie.
- Apokalipsa nadchodzi!! Bierzemy wszystko co się da i wznosimy mur obronny!!!- krzyknął Matt.
- Ta jest!-krzyknąłem z siostrą równocześnie. Zaczęliśmy brać co się dało.
Matt
Po chwili wszystko było gotowe. Założyłem hełm dowódcy, a Katie i Alanowi założyłem hełmy żołnierzy.
- Katie!! Odpowiadasz za fosę!! Alan!! Odpowiadasz za wzmocnienie muru!! Ja zajmę się budową!!
- Ta jest!- krzyknęli znowu. Katie zabrała się za fosę a Alan za wzmocnienie muru.
Zabrałem się za budowę muru.
- Skończyłem kapitanie-powiedział z dumą Alan.
- Ja też!-powiedziała również z dumą Katie.
- Dobrze!! Wy tu zostańcie!! Ja pójdę po żywność!!- wybiegłem z pokoju.
Katie
Usiadłam sobie na podłodze, Alan udział obok mnie
Po chwili Matt wrócił z dwiema torbami jedzenia i napojów.
- Jaki jest plan działania Kapitanie?- spytał Alan.
- Siedzimy w bazie i robimy wszystko, żeby nie podbito naszego obozu.
Alan
- Ta jest!- poczułem coś na moim ramieniu. To była Katie, która opierała głowę na moim ramieniu. Najwyraźniej zasnęła.
Matt
Przykryłem Katie kocykiem, po czym zasunąłem suwak od namiotu, w którym siedzieliśmy.
- Później przyniosę nam śpiwory.
Alan
Kiwnąłem na zgodę. Mam nadzieję, że wujek nie domyśli się, że tu jesteśmy.
Usłyszałem kroki na dole.
- Zabezpieczenia obronne do góry i cicho siedzieć!!- szepnął do mnie Matt.
- Już się robi!- odszepnąłem i zrobiłem co kazał.
Matt
Na namiot narzuciły się sterty zabawek. Żeby wujek nas nie znalazł położyłem się w kącie i zrobiłem to samo z Alanem.
Alan
Siedzieliśmy bardzo cicho, bałem się trochę że nas znajdzie
- Dzieciaki? Gdzie jesteście?- usłyszałem jak wujek wszedł do pokoju- Alan, Katie. Wasi rodzice się martwią. Matt. Twoja mama jest po porodzie i strasznie się o ciebie martwi.
APOKALIPSA NADESZŁA!!!
Ledwo co siedziałem cicho. Bałem się, że wujek obudzi Katie, a jak ją obudzi to będzie katastrofa. Cofnąłem się jeszcze trochę pod ścianę.
Usłyszałem ciche westchnięcie wujka. Po chwili- jak wywnioskowałem- wyszedł z pokoju.
- Pjona!- szepnął do mnie i przybił mi piątkę.
Mam nadzieję że wujek nie usłyszał jak przybijaliśmy sobie piątkę.
Vinc
- AHA!!- zrzuciłem stertę zabawek i odpiąłem namiot- Idziecie ze mną!
- ATAK!!!- Matt rzucił się na mnie razem z Alanem.
- Ej ej!!- zdjąłem ich i wstałem trzymając ich za kołnierze- Idziemy!!
- Ja nigdzie nie idę!! Apokalipsa nadeszła!!- krzyknął Matt.
- Masz rodzeństwo!!- spojrzałem na niego.
- Apokalipsa!!!- krzyknął Alan i zaczął się wyrywać- Katie ratunku!! Zaatakowano naszą bazę!
Katie
Obudziły mnie krzyki brata. Atak na bazę!? Wyjrzałam z namiotu. Wzięłam koc i rzuciłam się na wuja zasłaniając mu oczy
- Uciekajcie! Ja go zatrzymam!
- Katie!!- próbował mnie zrzucić.
- Nie dam się!- wskoczyłam na plecy wujowi, nie zdejmując mu koca z twarzy
- Wiejemy!- krzyknął Alan.
Vinc
- DOSYĆ!!- zrzuciłem Katie. Moje oczy były czarne- IDZIECIE I TO JUŻ!! NIE MA SŁOWA NIE!!!
Katie
Upadłam z piskiem na podłogę. Przestraszyłam się wujka. Podbiegłam do brata i schowałam się za nim.
- I co teraz robimy kapitanie?- spytał Alan, patrząc na Matta. Ten natomiast bez słowa poszedł za wujkiem, a Alan poszedł w jego ślady.
Boje się....Nie chcę stąd wyjść, ale muszę, bo wujek na mnie nakrzyczy. Ze spuszczoną głową poszłam za nimi.
- Wsiadać- pokazał nam auto i usiadł za kierownicą.
Matt usiadł z przodu obok miejsca kierowcy i wbił wzrok w ziemię. Alan natomiast wsiadł do tyłu, a zaraz po nim ja. Chciało mi się płakać, a on chyba to zauważył, bo wbił wzrok w ziemię.
Vinc
Moje oczy zrobiły się normalne. Zerknąłem na Katie.
- Przepraszam. Nie chciałem cię wystraszyć.
Pociągnęła nosem.
- To ja powinnam wujka przeprosić.
- My wszyscy- odezwał się Matt.
- Już dobrze. Jedziemy?- uśmiechnąłem się lekko.
- Tak- przytaknął Matt.
Katie
Jechaliśmy w ciszy. Ta cisza mnie przytłaczała i to bardzo. Niech ta podróż się już skończy!
Po chwili byliśmy na miejscu.
- Tylko bez krzyków proszę- wujek powoli wysiadł z auta.
Wysiadłam razem z kuzynami w ciszy.
Matt
Nie chcę kolejnego rodzeństwa...
Katie
Ciekawe czy dostaniemy wykład od mamy. Mam nadzieję że nie, bo więcej krzyków już nie zniosę
- Matt!! Boże!! Co za szczęście!!- wujek wziął Matta na ręce i dokładnie go obejrzał- Nic ci nie jest?
- Nie- warknął krótko.
-Alan! Katie! Dzięki Bogu!- mama przytuliła nas- Wszystko w porządku?
- Tak- odpowiedzieliśmy równo.
- A gdzie apokalipsa?- mój kuzyn spojrzał na tatę.
Mike
- Eeeee...- spojrzałem na Vinca pytająco.
- Długo by tłumaczyć.
-Waśnie gdzie?- Katie zaczęła się rozglądać i chodzić po pomieszczeniu w tą i z powrotem.
- Jeżeli chodzi ci o ciocię i twoją kuzynkę to są na sali- spojrzałem na Katie.
Matt
- MAM KOLEJNĄ SIOSTRĘ?!- APOKALIPSA X 10000000000!!!!!!!!!!!!!!!!!
Katie
Podniosłam ręce do góry z się obróciłam, po czym podeszłam do Matta
- Kapitanie jak stoi sytuacja?- wyszeptałam.
- KATASTROFA!!!!!!!
Przewróciłam się
- Aż tak?- wstałam i podeszłam do kuzyna- Robimy akcję Apokalipsa part 2? Tylko, że tym razem pobiegniemy do nas- wyszeptałam.
- Apokalipsa nadeszła. Trzeba się kryć- odszeptał.
- Czyli lecimy do mojego domu?
- Tak
- Czekaj chwilę zaraz wracam- podeszłam do brata- Apokalipsa part 2. Wchodzisz w to?
Chwilę się zastanowił
- Okej...- odszeptał. Podeszliśmy do Matta- Jaki mamy plan kapitanie?
- Aaaa!! Mój brzuch!! Mój brzuch!!- padł na ziemię- Ja umieram!!
- Ehh...- wujek Mike spojrzał na mnie i brata- Weźcie kuzyna do domu. A ty- spojrzał na wujka Vinca- Proszę przypilnuj ich.
- Nie ma problemu. Idziemy- spojrzał na nas trzech.
Matt
NO NIE!! Z wujkiem Vincem to się nie uda!!
Kuzyni pomogli mi dojść do samochodu.
- Nasz plan okazał się fiaskiem- Katie westchnęła.
- Ja zawsze mam plan B- puściłem jej oczko.
- Dawaj- odpowiedziała zdeterminowana.
- WUJKU!! AAARGGGHH!!! J-JA...J-JA...- udawałem, że zemdlałem.
- Dopatrzcie go- usłyszałem jak wsiadł szybko za kierownicę i odjechał razem z nami.
- Musimy dojechać do domu- wyszeptałem prawie niesłyszalnie do Katie.
Katie
Pokiwałam głową na tak i zaczęłam się bawić włosami kuzyna.
Po chwili byliśmy na miejscu.
- Odsuńcie się- wujek wziął Matta na ręce i wszedł pospiesznie do domu- Pójdę po wodę, a wy go dopatrzcie- położył go na kanapę i poszedł do kuchni po wodę.
- Teraz!- szepnął Matt i pobiegł ze mną i Alanem do piwnicy.
Zamknęliśmy się w piwnicy. Alan posadził mnie na bujany fotel.
- To co teraz robimy?- spytałam.
- Czekamy- odparł Matt.
- Okej....-zaczęłam bawić się sznurówką, a później włosami.
- DZIECIAKI!!!!- usłyszeliśmy głos wujka.
- O. To już- Matt zachichotał cicho.
Odwzajemniłam śmiech z Alanem. Zaczęłam machać nogami, przez co krzesło zaczęło się bujać. Miałam z tego taką radochę, jak malutkie dziecko z lizaka.
Usłyszeliśmy jak zaczął biegać po całym domu.
- NATYCHMIAST WRACAJCIE!!
- Hi hi...- Matt miał z tego polewkę XD
Alan uśmiechnął się szeroko.
- Hi hi...Nigdy nas tu nie znajdzie-wyszeptał do kuzyna.
- Wiem- ponownie zachichotał cicho.
Usłyszałam kroki.
- Ciii....
Siedzieliśmy cicho.
- Dzieciaki!! Wracajcie tu!!!
Było cicho jak makiem zasiał pomiędzy nami. Wujek Vincent co chwile krzyczał, żebyśmy do niego przyszli.
- Jeżeli za 3 sekundy was tu nie zobaczę to będziecie mieli taką karę od rodziców, że ode chce wam się uciekania!!!
Podeszłam do kuzyna.
- Co robimy?
- Ja tam nie idę!!- skrzyżował ręce.
- 1...- wujek zaczął odliczać.
- Ja też-powiedziałam twardo.
- Ja też-dodał Alan.
- 2...
- Apokalipsa nadeszła- burknął Matt.
- Więc musimy trzymać się razem- powiedziałam.
- Jak nie dla rodziców to dla Kadere- dodał mój brat.
- Otóż to- przytaknął mu.
- 3!!!- do naszych uszu dobiegł odgłos zamykania drzwi, a ja usłyszałam cichy warkot silnika samochodu.
- Chyba sobie poszedł- powiedziałam speszona.
Matt odetchnął z ulgą.
Mój brat wyjrzał lekko z piwnicy
- Czysto.
Matt
Wyszedłem do salonu i usiadłem na kanapę.
Alan usiadł obok mnie, a Katie w fotelu.
- Teraz przez apokalipsę rodzice całkiem zwariują...- westchnąłem.
- Zgadzam się- kuzynka ułożyła się wygodnie w fotelu.
- To nie fair!! Zawsze byłem tylko ja, wy i Kadere!!
- Moim zdaniem powinniśmy jak najlepiej się ukryć przed tą apokalipsą- stwierdził Alan.
- Słucham pomysłów- spojrzał na niego.
- Twoja piwnica, nasza piwnica, domek na drzewie, pizzeria- wymienił.
- Moim zdaniem powinniśmy iść do pizzerii- powiedziałam.
- Akcja Pizzeria rozpoczęta!- Matt wstał.
- Idę po śpiwory, koce i poduszki!- również wstałam.
- Ja pójdę na zwiady zobaczyć czy nie idą!- Alan także wstał.
- A ja pójdę po prowiant!! Chociaż czekajcie...w sumie tylko picie, bo w Pizzerii będzie pizza!!- kuzyn uśmiechnął się szeroko.
Katie
Zapakowałam już wszystko! Zeszłam na dół.
- Już!
Po chwili przybiegł Alan.
- Teren czysty!
- A ja mam picie!- pokazał mi i bratu dwie torby- To kto prowadzi?
- Ale czym?- spytał Alan.
- W sensie do Pizzerii- odparł Matt.
-Ja! Znam świetny skrót do niej!- krzyknęłam.
Alan
Wziąłem od Katie trochę bagażu
- Idziemy?- spojrzałem na siostrę, a potem na kuzyna.
- Panie przodem- zaśmiał się.
Katie
Zaśmiałam się i wyszłam. Szliśmy ok.15 min, jak nie więcej. Powoli weszliśmy do pizzerii. Było ciemno i cicho... za cicho.
- Wreszcie spokój!!- krzyknął uradowany Matt.
- Ciii....-nasłuchiwaliśmy ciszy- Słyszycie?
- Za cicho jak na to miejsce- stwierdził mój brat.
- No....- zgodził się Matt.
- M-Może k-kogoś po-poszukamy??-wydukałam
Alan mnie przytulił, dzięki czemu poczułam się trochę bezpieczniej.
- Katie. Nie bój się. Tu nic ci nie grozi- Matt uśmiechnął się do mnie.
Odwzajemniłam uśmiech. Usłyszałam jakiś przerażający śmiech. Wtuliłam się w brata.
- C-Co to było?
- Nie mam pojęcia, ale nie ma się czego bać. To w końcu Pizzeria naszych rodziców- stwierdził Matt.
- N-No tak....Ale mama mówiła chyba coś na temat przychodzenia tutaj w nocy....ale nie wiem co...Alan pamiętasz?
- Że...tu jest niebezpiecznie czy coś takiego mówiła....chyba -odpowiedział.
- E tam. Wolicie to czy apokalipsę?
Zastanowiłam się.
- To- odparłam krótko. Alan pokiwał głową na zgodę- To może znajdziemy sobie taki kącik, gdzie nas nie znajdą?
Matt
- Chodźmy do Kid's Cove.
- A będą opowieści o piratach?-spytała się mnie.
- Pewnie.
Katie
- Yay! ^^- wyprzedziłam ich i już poszłam wszystko rozłożyć. No co? Uwielbiam piratów! Usiadłam sobie i czekałam na kuzyna oraz brata.
Po chwili wszedł Matt.
- Mangle!!- krzyknął. Brak odpowiedzi. Pewnie jest w naprawie.
- Hej!- krzyknęłam do chłopaków.
- Chyba jesteśmy sami- usiadł obok mnie.
- A opowiesz mi historię o piratach?- zrobiłam słodkie oczka. Alan usiadł obok mnie.
- Dopiero na dobranoc- kuzyn mnie przytulił.
- E..tam....A mogę iść do Foxy'ego?- burknęłam.
- Tylko go nie zabij- zaśmiał się.
- Dobra....- przewróciłam oczami i poszłam. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Usłyszałam jakieś szmery....Nie mam pojęcia kto to, ale mam nadzieję, że to Foxy...
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Czesio. Wiem, że rozdział jest bardzo późno i przepraszam, że musieliście tyle czekać. Wspominałam już dlaczego to się stało. Przepraszam też, że taki krótki, ale ostatnio mi brakuje na wszystko czasu. Chciałabym żeby to się zmieniło, ale czasem nie zarządzam...ehh...No nic. To tyle. Trzymajcie się i do następnego. Bajoo ;3
sobota, 19 września 2015
Rozdział 3. Odwiedziny
Mike
Spojrzałem na Matta.
- Co się stało?- spytałem łamiącym się głosem.
- J-Ja...n-nie...ja nie chciałem- wyjąkał. Z oczu poleciały mu łzy.
- Co ty zrobiłeś siostrze?!- wrzasnąłem.
Jas
- Mike nie krzycz na niego. Widzisz, że jest roztrzęsiony- spojrzałam na Mika zaszklonymi oczami po czym przerzuciłam wzrok na Matta- Chodź do mnie skarbeczku- Podbiegł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Ja nie chciałem!! To był wypadek!!!- krzyczał przez łzy.
- Już ciii. Wszystko będzie dobrze- pogłaskałam go po włosach i spojrzałam na Mika- Dzwoń po karetkę- pobiegł po telefon. Do moich uszu dobiegły dźwięki rozmowy. Wróciłam wzrokiem do Matta- Powiedz mi co się stało. Nie bój się. Nie będę krzyczeć- pocałowałam go w czoło.
- B-Bawiliśmy się w obóz. W t-trakcie z-zabawy zacząłem się k-kłócić z Kadere. W-Wybiegła wkurzona z p-pokoju i chciała się tobie p-poskarżyć. Zdenerwowałem się i niechcący ją popchnąłem. Nie chciałem żeby stała się jej krzywda- wyjąkał ledwo słyszalnie przez łzy.
- Nie martw się. Nic jej nie będzie- pozwoliłam mu się we mnie wtulić i spojrzałam na Kadere. Oby wszystko wróciło do normy...
Sally
Patrzyłam na to całe zajście, chwila gdzie są dzieci? Spojrzałam do góry, chowali się za rogiem. Weszłam do góry, dzieci zwiały do innego pokoju. Zmartwiło mnie to, pokierowałam się do pokoju w którym się schowali. Zajrzałam do pokoju, Katie płakała a Alan ją pocieszał. Podeszłam do nich, Alan gdy mnie zobaczył zrobił przestraszoną minę. Uklęknęłam przy Katie i ją przytuliłam
-Cii...już dobrze-powiedziałam, przytuliłam do siebie jeszcze Alana. Gdy usłyszeliśmy wycie karetki zeszliśmy na dół.
Jas
Gdy karetka zabrała już Kadere dalej tuliłam Matta. Był przerażony. Ale Kadere wyzdrowieje. Na pewno wyzdrowieje...
- Mamusiu przepraszam- wyszeptał.
- Cichutko. Już dobrze. Twoja siostra wyzdrowieje.
Mike
Spojrzałem na Matta, następnie na Jas, a potem na Katie, Alana i Sally. Nie rozumiem jak można popchnąć siostrę z powodu jakiejś głupiej zabawy.
- Matt dlaczego to zrobiłeś?!
- Nie krzycz na niego!! On nie chciał jej popchnąć!!- krzyknęła Jas patrząc na mnie. Bez słowa poszedłem na górę do sypialni.
Alan
Mam nadzieje że wyzdrowieje, bo jak Katie się dowie że nie wyzdrowiała to będzie nie miło.
-A temu co się stało?- spytała siostra wskazując głową na wujka Mike'a.
- Nie mam pojęcia. Jest wściekły.
-Lepiej z nim pogadaj, a ja się zajmę dziećmi- oznajmiła mama.
Jas
Poczułam jak Matt zaciska swój uścisk mocniej.
- Nie zostawię go teraz- pokazałam na Matta- Później pogadam z Mikiem.
Sally
Spojrzałam na dzieci, westchnęłam cicho. I co ja mam teraz zrobić? Jak Kadere nie wyzdrowieje, to Katie będzie załamana. Czemu nie mogli się grzecznie bawić? Gdy ja i Jas byłyśmy małe nie miałyśmy takich problemów.
Jas
Matt po chwili zasnął. Jego oczy były spuchnięte od płaczu. Ostrożnie go podniosłam i zaniosłam do jego pokoju.
Sally
Matt po chwili zasnął, my też już chyba będziemy się zbierać, gdy Jas wróciła
-My chyba będziemy się zbierać.
- Okej. Jeżeli się coś wydarzy od razu do ciebie zadzwonię
Uśmiechnęłam się słabo do siostry, dzieci złapały moje dłonie i szliśmy w stronę wyjścia, przy drzwiach stał Fritz
-Do zobaczenia.
- Do zobaczenia- przytuliła siostrzeńców i pożegnała się ze mną oraz Fritzem po czym zamknęła drzwi.
Doszliśmy do domu od razu położyłam dzieciaki spać.
Jas
Chwyciłam kurtkę.
- Mike!! Jadę do Kadere!!- krzyknęłam do męża.
- Poczekaj jadę z tobą!!- zbiegł na dół i chwycił kurtkę po czym razem wyszliśmy.
Sally
-Zawieziesz mnie do szpitala?- spytałam męża
-Jasne, tylko weź kurtkę
Zrobiłam jak powiedział i pojechaliśmy do szpitala na miejscu spotkaliśmy Jas i Mike'a
- Przyjechaliście- przytuliła mnie. Poczułam, że moje ramię jest mokre.
-Co z nią?-spytał Fritz lekko przestraszony ponieważ Jas zaczęła płakać.
- Jest źle- wyszeptała i się rozpłakała na dobre. Spojrzałam na nią zmartwiona.
Fritz
Podszedłem do Mike'a.
-Wiecie coś?
- Trwa operacja- Zbladłem na jego odpowiedź, popatrzyłem z niedowierzaniem na Sally, ona też nie była tą wiadomością zachwycona.
- Jas. Już się nie denerwuj. To może wam zaszkodzić- podszedł do niej i posadził ją na krześle.Sally usiadła obok niej. Ciężarna patrzyła się w podłogę oczami pełnymi łez. Mike westchnął ciężko i spojrzał na drzwi prowadzące na salę operacyjną. Również wydałem z siebie ciężkie westchnięcie, i zacząłem chodzić w tą i z powrotem.
Sally
Zaczęłam pocieszać siostrę.
KILKA GODZIN PÓŹNIEJ
Jas
Zobaczyłam lekarza wychodzącego z sali. Wstałam i podeszłam do niego.
- Panie Doktorze co z nią?- spytałam zaniepokojona.
Lekarz
- Operacja była bardzo skomplikowana. Podczas upadku czaszka pacjentki mocno się uszkodziła, a organy wewnętrzne poniosły podobne szkody. Na razie pacjentka będzie w śpiączce, ale proszę być dobrej myśli.
Sally
Podeszłam do Jas i lekarza, zmierzyłam go wzrokiem. Czy on naprawdę jest taki głupi żeby mówić takie rzeczy ciężarnej!?
- Jak to w śpiączce...?- do oczu ponownie napłynęły jej łzy.
- Spokojnie. Nie wolno się pani denerwować- zerknął na jej brzuch- Pani córka na pewno z tego wyjdzie.
Fritz
Podszedłem do Sally i ją przytuliłem żeby nie rzuciła się na lekarza.
Sally
Najchętniej to bym go teraz udusiła! Ale niestety Fritz mnie przytulił.
Mike
Podszedłem do reszty i przytuliłem Jas.
Jas
Wtuliłam się w Mika starając się nie rozpłakać.
Sally
Spojrzałam wściekła na lekarza, niech się lepiej jak najszybciej z tego pomieszczenia wycofa bo nie ręczę za siebie.
Lekarz
Westchnąłem i odszedłem od nich.
Mike
- Już spokojnie- pogłaskałem Jas po włosach.
Sally
Westchnęłam cicho, i wtuliłam się w Fritza.
Matt
Siedziałem w domu. Rodzice poszli do Kadere. Ja nie chciałem...pójdę ją odwiedzić!! Może Alan i Katie pójdą ze mną? Napisałem do nich.
Idziecie ze mną do Kadere?
Alan
Dostałem esa od Matt'a
-Katie idziesz ze mną i Matt'em odwiedzić Kadere?
Pokiwała głową na tak
Idziemy, gdzie się spotykamy?
Matt
Park koło szkoły. Za pół godziny.
Alan
Spoko
Matt
To do zobaczenia.
Poszedłem do kuchni wziąć sobie soku.
Alan
Dozob
Ja z siostrą, przebraliśmy się, spakowaliśmy parę potrzebnych rzeczy i ruszyliśmy w stronę szkoły.
PÓŁ GODZINY PÓŹNIEJ
Matt
Czekałem na kuzynów w umówionym miejscu.
Alan
Właśnie doszliśmy do kuzyna, razem poszliśmy w stronę szpitala
Matt
Gdy byliśmy na miejscu rozejrzałem się po budynku.
- Jak myślicie. Gdzie mogą być?- spojrzałem na kuzynów.
Katie
Alan odpowiedział wzruszeniem ramion-A może spytamy się kogoś?
Matt
- A może spytacie mnie?- usłyszałem za sobą głos. Odwróciłem się szybko i zobaczyłem wujka Vinca.
- Wujek!!- przytuliłem się do niego.
Alan
Podszedłem do wujka i uściskałem go. Katie wyglądała na zamyśloną. A to ona zawsze pierwsza leci się do niego przytulić dziwne..
Vinc
- Co wy tu robicie maluchy?- zaśmiałem się i spojrzałem na nich.
Matt
- Ey!! Ja wcale nie jestem mały!!
Katieronę
-Mogłabym zadać ci to samo pytanie-powiedziałam poważnie
Alan
-Ja też nie jestem!
Katie zrobiła się poważna, powiało grozą.
Vinc
Odkleiłem się od chłopaków i ukucnąłem przy Katie.
- Co jest maleńka? Nie cieszysz się, że mnie widzisz?
Katie
-Cieszę się, ale dziwi mnie to że zawsze pojawiasz się gdy mamy problem
Vinc
- No widzisz. Tak was kocham, że aż zostałem waszym aniołem stróżem- zaśmiałem się cicho.
Katie
Zrobiłam słynną minę mamy, gdy komuś nie wierzy.
Vinc
- Okej. Obiecuję, że od dzisiaj nie będę wam pomagał okej?
Katie
-Nie-odparłam krótko, zaśmiałam się, dał się nabrać-Masz nam dalej pomagać.
Vinc
- O ty mała łobuziaro- rozczochrałem jej włosy i wziąłem ją na barana.
Katie
-Wiśta wio!
Alan
Zachowanie mojej siostry naprawdę umie powalić, zaśmiałem się.
Vinc
- Chodźmy- wziąłem chłopaków za ręce i poszliśmy w stronę ich rodziców.
Katie
Boję się trochę, mama pewnie da nam do słuchania.
Alan
Mam nadzieję że tata powstrzyma mamę przed wykładem.
Jas
Zobaczyłam Vinca idącego korytarzem. Ale...CZY Z NIM SĄ DZIECI?!!?!
Mike
- Co wy tu robicie?- spojrzałem na dzieciaki.
Katie
-Moglibyśmy spytać was o to samo-uwielbiam mówić to zdanie poważnym tonem.
Jas
- Przecież przyszliśmy tu dla twojej kuzynki- spojrzałam na Katie.
-No i my zrobiliśmy to samo jak widzicie.
Sally
-Dzieci....-mruknęłam zła-Co ja wam mówiłam o wychodzeniu z domu bez nas?
Alan
-Przepraszamy-powiedzieliśmy równocześnie
Fritz
Położyłem rękę na barku Sally
-Nie złość się, przyszli tylko zobaczyć.
Matt
- Chcemy wiedzieć co z Kadere.
Jas
- Nie martw się. Twoja sios...- nie dokończyłam bo poczułam nagły skurcz w brzuchu. Potem kolejny...i kolejny. Zgięłam się w pół.
Mike
- Jas? Jas Boże!! Zaczyna się?!
Jas
- T-Tak- wychrypiałam ostatkami sił i zaczęłam krzyczeć.
Mike
- Lekarza!!- zacząłem drzeć się na cały szpital.
-----------------------------------------------------------------------------
Hejko ;33 Kolejny rozdział już za nami ;33 Poród Jas już w następnym rozdzialiku ^^ Głosujcie w ankiecie na blogu czy Jas ma urodzić chłopca czy dziewczynkę. To tyle. Trzymajta się i dozoba w następnym, pa! ;33
Spojrzałem na Matta.
- Co się stało?- spytałem łamiącym się głosem.
- J-Ja...n-nie...ja nie chciałem- wyjąkał. Z oczu poleciały mu łzy.
- Co ty zrobiłeś siostrze?!- wrzasnąłem.
Jas
- Mike nie krzycz na niego. Widzisz, że jest roztrzęsiony- spojrzałam na Mika zaszklonymi oczami po czym przerzuciłam wzrok na Matta- Chodź do mnie skarbeczku- Podbiegł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Ja nie chciałem!! To był wypadek!!!- krzyczał przez łzy.
- Już ciii. Wszystko będzie dobrze- pogłaskałam go po włosach i spojrzałam na Mika- Dzwoń po karetkę- pobiegł po telefon. Do moich uszu dobiegły dźwięki rozmowy. Wróciłam wzrokiem do Matta- Powiedz mi co się stało. Nie bój się. Nie będę krzyczeć- pocałowałam go w czoło.
- B-Bawiliśmy się w obóz. W t-trakcie z-zabawy zacząłem się k-kłócić z Kadere. W-Wybiegła wkurzona z p-pokoju i chciała się tobie p-poskarżyć. Zdenerwowałem się i niechcący ją popchnąłem. Nie chciałem żeby stała się jej krzywda- wyjąkał ledwo słyszalnie przez łzy.
- Nie martw się. Nic jej nie będzie- pozwoliłam mu się we mnie wtulić i spojrzałam na Kadere. Oby wszystko wróciło do normy...
Sally
Patrzyłam na to całe zajście, chwila gdzie są dzieci? Spojrzałam do góry, chowali się za rogiem. Weszłam do góry, dzieci zwiały do innego pokoju. Zmartwiło mnie to, pokierowałam się do pokoju w którym się schowali. Zajrzałam do pokoju, Katie płakała a Alan ją pocieszał. Podeszłam do nich, Alan gdy mnie zobaczył zrobił przestraszoną minę. Uklęknęłam przy Katie i ją przytuliłam
-Cii...już dobrze-powiedziałam, przytuliłam do siebie jeszcze Alana. Gdy usłyszeliśmy wycie karetki zeszliśmy na dół.
Jas
Gdy karetka zabrała już Kadere dalej tuliłam Matta. Był przerażony. Ale Kadere wyzdrowieje. Na pewno wyzdrowieje...
- Mamusiu przepraszam- wyszeptał.
- Cichutko. Już dobrze. Twoja siostra wyzdrowieje.
Mike
Spojrzałem na Matta, następnie na Jas, a potem na Katie, Alana i Sally. Nie rozumiem jak można popchnąć siostrę z powodu jakiejś głupiej zabawy.
- Matt dlaczego to zrobiłeś?!
- Nie krzycz na niego!! On nie chciał jej popchnąć!!- krzyknęła Jas patrząc na mnie. Bez słowa poszedłem na górę do sypialni.
Alan
Mam nadzieje że wyzdrowieje, bo jak Katie się dowie że nie wyzdrowiała to będzie nie miło.
-A temu co się stało?- spytała siostra wskazując głową na wujka Mike'a.
- Nie mam pojęcia. Jest wściekły.
-Lepiej z nim pogadaj, a ja się zajmę dziećmi- oznajmiła mama.
Jas
Poczułam jak Matt zaciska swój uścisk mocniej.
- Nie zostawię go teraz- pokazałam na Matta- Później pogadam z Mikiem.
Sally
Spojrzałam na dzieci, westchnęłam cicho. I co ja mam teraz zrobić? Jak Kadere nie wyzdrowieje, to Katie będzie załamana. Czemu nie mogli się grzecznie bawić? Gdy ja i Jas byłyśmy małe nie miałyśmy takich problemów.
Jas
Matt po chwili zasnął. Jego oczy były spuchnięte od płaczu. Ostrożnie go podniosłam i zaniosłam do jego pokoju.
Sally
Matt po chwili zasnął, my też już chyba będziemy się zbierać, gdy Jas wróciła
-My chyba będziemy się zbierać.
- Okej. Jeżeli się coś wydarzy od razu do ciebie zadzwonię
Uśmiechnęłam się słabo do siostry, dzieci złapały moje dłonie i szliśmy w stronę wyjścia, przy drzwiach stał Fritz
-Do zobaczenia.
- Do zobaczenia- przytuliła siostrzeńców i pożegnała się ze mną oraz Fritzem po czym zamknęła drzwi.
Doszliśmy do domu od razu położyłam dzieciaki spać.
Jas
Chwyciłam kurtkę.
- Mike!! Jadę do Kadere!!- krzyknęłam do męża.
- Poczekaj jadę z tobą!!- zbiegł na dół i chwycił kurtkę po czym razem wyszliśmy.
Sally
-Zawieziesz mnie do szpitala?- spytałam męża
-Jasne, tylko weź kurtkę
Zrobiłam jak powiedział i pojechaliśmy do szpitala na miejscu spotkaliśmy Jas i Mike'a
- Przyjechaliście- przytuliła mnie. Poczułam, że moje ramię jest mokre.
-Co z nią?-spytał Fritz lekko przestraszony ponieważ Jas zaczęła płakać.
- Jest źle- wyszeptała i się rozpłakała na dobre. Spojrzałam na nią zmartwiona.
Fritz
Podszedłem do Mike'a.
-Wiecie coś?
- Trwa operacja- Zbladłem na jego odpowiedź, popatrzyłem z niedowierzaniem na Sally, ona też nie była tą wiadomością zachwycona.
- Jas. Już się nie denerwuj. To może wam zaszkodzić- podszedł do niej i posadził ją na krześle.Sally usiadła obok niej. Ciężarna patrzyła się w podłogę oczami pełnymi łez. Mike westchnął ciężko i spojrzał na drzwi prowadzące na salę operacyjną. Również wydałem z siebie ciężkie westchnięcie, i zacząłem chodzić w tą i z powrotem.
Sally
Zaczęłam pocieszać siostrę.
KILKA GODZIN PÓŹNIEJ
Jas
Zobaczyłam lekarza wychodzącego z sali. Wstałam i podeszłam do niego.
- Panie Doktorze co z nią?- spytałam zaniepokojona.
Lekarz
- Operacja była bardzo skomplikowana. Podczas upadku czaszka pacjentki mocno się uszkodziła, a organy wewnętrzne poniosły podobne szkody. Na razie pacjentka będzie w śpiączce, ale proszę być dobrej myśli.
Sally
Podeszłam do Jas i lekarza, zmierzyłam go wzrokiem. Czy on naprawdę jest taki głupi żeby mówić takie rzeczy ciężarnej!?
- Jak to w śpiączce...?- do oczu ponownie napłynęły jej łzy.
- Spokojnie. Nie wolno się pani denerwować- zerknął na jej brzuch- Pani córka na pewno z tego wyjdzie.
Fritz
Podszedłem do Sally i ją przytuliłem żeby nie rzuciła się na lekarza.
Sally
Najchętniej to bym go teraz udusiła! Ale niestety Fritz mnie przytulił.
Mike
Podszedłem do reszty i przytuliłem Jas.
Jas
Wtuliłam się w Mika starając się nie rozpłakać.
Sally
Spojrzałam wściekła na lekarza, niech się lepiej jak najszybciej z tego pomieszczenia wycofa bo nie ręczę za siebie.
Lekarz
Westchnąłem i odszedłem od nich.
Mike
- Już spokojnie- pogłaskałem Jas po włosach.
Sally
Westchnęłam cicho, i wtuliłam się w Fritza.
Matt
Siedziałem w domu. Rodzice poszli do Kadere. Ja nie chciałem...pójdę ją odwiedzić!! Może Alan i Katie pójdą ze mną? Napisałem do nich.
Idziecie ze mną do Kadere?
Alan
Dostałem esa od Matt'a
-Katie idziesz ze mną i Matt'em odwiedzić Kadere?
Pokiwała głową na tak
Idziemy, gdzie się spotykamy?
Matt
Park koło szkoły. Za pół godziny.
Alan
Spoko
Matt
To do zobaczenia.
Poszedłem do kuchni wziąć sobie soku.
Alan
Dozob
Ja z siostrą, przebraliśmy się, spakowaliśmy parę potrzebnych rzeczy i ruszyliśmy w stronę szkoły.
PÓŁ GODZINY PÓŹNIEJ
Matt
Czekałem na kuzynów w umówionym miejscu.
Alan
Właśnie doszliśmy do kuzyna, razem poszliśmy w stronę szpitala
Matt
Gdy byliśmy na miejscu rozejrzałem się po budynku.
- Jak myślicie. Gdzie mogą być?- spojrzałem na kuzynów.
Katie
Alan odpowiedział wzruszeniem ramion-A może spytamy się kogoś?
Matt
- A może spytacie mnie?- usłyszałem za sobą głos. Odwróciłem się szybko i zobaczyłem wujka Vinca.
- Wujek!!- przytuliłem się do niego.
Alan
Podszedłem do wujka i uściskałem go. Katie wyglądała na zamyśloną. A to ona zawsze pierwsza leci się do niego przytulić dziwne..
Vinc
- Co wy tu robicie maluchy?- zaśmiałem się i spojrzałem na nich.
Matt
- Ey!! Ja wcale nie jestem mały!!
Katieronę
-Mogłabym zadać ci to samo pytanie-powiedziałam poważnie
Alan
-Ja też nie jestem!
Katie zrobiła się poważna, powiało grozą.
Vinc
Odkleiłem się od chłopaków i ukucnąłem przy Katie.
- Co jest maleńka? Nie cieszysz się, że mnie widzisz?
Katie
-Cieszę się, ale dziwi mnie to że zawsze pojawiasz się gdy mamy problem
Vinc
- No widzisz. Tak was kocham, że aż zostałem waszym aniołem stróżem- zaśmiałem się cicho.
Katie
Zrobiłam słynną minę mamy, gdy komuś nie wierzy.
Vinc
- Okej. Obiecuję, że od dzisiaj nie będę wam pomagał okej?
Katie
-Nie-odparłam krótko, zaśmiałam się, dał się nabrać-Masz nam dalej pomagać.
Vinc
- O ty mała łobuziaro- rozczochrałem jej włosy i wziąłem ją na barana.
Katie
-Wiśta wio!
Alan
Zachowanie mojej siostry naprawdę umie powalić, zaśmiałem się.
Vinc
- Chodźmy- wziąłem chłopaków za ręce i poszliśmy w stronę ich rodziców.
Katie
Boję się trochę, mama pewnie da nam do słuchania.
Alan
Mam nadzieję że tata powstrzyma mamę przed wykładem.
Jas
Zobaczyłam Vinca idącego korytarzem. Ale...CZY Z NIM SĄ DZIECI?!!?!
Mike
- Co wy tu robicie?- spojrzałem na dzieciaki.
Katie
-Moglibyśmy spytać was o to samo-uwielbiam mówić to zdanie poważnym tonem.
Jas
- Przecież przyszliśmy tu dla twojej kuzynki- spojrzałam na Katie.
-No i my zrobiliśmy to samo jak widzicie.
Sally
-Dzieci....-mruknęłam zła-Co ja wam mówiłam o wychodzeniu z domu bez nas?
Alan
-Przepraszamy-powiedzieliśmy równocześnie
Fritz
Położyłem rękę na barku Sally
-Nie złość się, przyszli tylko zobaczyć.
Matt
- Chcemy wiedzieć co z Kadere.
Jas
- Nie martw się. Twoja sios...- nie dokończyłam bo poczułam nagły skurcz w brzuchu. Potem kolejny...i kolejny. Zgięłam się w pół.
Mike
- Jas? Jas Boże!! Zaczyna się?!
Jas
- T-Tak- wychrypiałam ostatkami sił i zaczęłam krzyczeć.
Mike
- Lekarza!!- zacząłem drzeć się na cały szpital.
-----------------------------------------------------------------------------
Hejko ;33 Kolejny rozdział już za nami ;33 Poród Jas już w następnym rozdzialiku ^^ Głosujcie w ankiecie na blogu czy Jas ma urodzić chłopca czy dziewczynkę. To tyle. Trzymajta się i dozoba w następnym, pa! ;33
wtorek, 8 września 2015
Rozdział 2. Wypadek.
*Sally*
Ja z Mike'm podeszliśmy ostrożnie do chłopców. Złapałam Alana pod pachy i podniosłam go nad ziemię po czym odsunęłam się od Mika i Matt'a. Oboje strasznie się szarpali.
- Jak się nie uspokoisz to masz szlaban na telewizję- zwrócił się Mike do Matta.
- Dobra. Już się ogarniam- skrzyżował ręce- Jesteś okropny.
Gdy Matt już się ogarnął, postawiłam Alana na podłodze i zaczęłam go łaskotać. Tylko w ten sposób mogłam go uspokoić.
*Alan*
- K-Katie! Help- krzyknąłem do siostry. Mam nadzieję, że tata się jej nie doczepi bo będziemy mieli przejechane.
Podbiegłam do mnie i mamy i zaczęła łaskotać ją by mnie zostawiła.
*Sally*
Puściłam Alana, to był błąd duży, błąd po chwili leżałam na ziemi łaskotana przez dzieciaki. Nie mogłam się powstrzymać.
-No co tak stoisz? Pomóż mi!!-wydusiłam w stronę mojego kochaniutkiego męża. Który za chiny nie chce mi pomóc! I tylko stoi za przeproszeniem jak pizda blada!
- Ehhh...dzieci. Dosyć tego. Puście mamę- podszedł do nich i usiłował ich odciągnąć ode mnie.
No nareszcie! Nasz wielmożny pan raczył się ruszyć! Gdy ściągnął ze mnie dzieciaki, otrzepałam się z niewidzialnego kurzu i podeszłam do siostry. Żądam wyjaśnień o co poszło!? Spojrzałam na Jas porozumiewawczo. Ja już sobie dość nerwów napsułam.
*Jas*
- Dzieci o co wam poszło?- spojrzałam na chłopców
- On zabrał mój samochód!!- krzyknął Matt wskazując na Alana. - Powiedziałeś że mogę go wsiąść!
- ALE TY GO ZEPSUŁEŚ!!
- Wcale, że nie! To Katie go zepsuła!!
*Katie*
To co powiedział wkurzyło mnie nie na żarty. Po chwili siedziałam na nim okrakiem i zaczęłam go okładać pięściami.
*Sally*
Trzymajcie mnie bo zaraz nie wytrzymam. Czułam że dosłownie się we mnie gotuje.
-Spokój ma być!!!-krzyknęłam chyba mnie na końcu miasta można było usłyszeć
*Katie*
Mama bardzo głośno krzyknęła a ja z Alanem wiedzieliśmy co to oznacza po chwili staliśmy przed rodzicami, ciocią Jas i wujkiem Mike'm ze spuszczonymi głowami. Odwróciliśmy się w stronę Matt'a.
- Przepraszam że zabrałem twój samochód
- Przepraszam że popsułam ci samochód
- Matt. Chcesz coś powiedzieć kuzynom?- spytała ciocia Jas patrząc na Matta.
- Przepraszam, że na was nakrzyczałem.
W takim razie........rozejm?- powiedział Alan wyciągając rękę.
- Rozejm- Matt uścisnął mu rękę i uśmiechnął się.
- To skoro już wszyscy się pogodzili może w końcu pójdziemy na obiad?- zaproponowała ciocia.
- Tak!!- Kadere wyciągnęła ręce w stronę swojej mamy.
*Jas*
Wzięłam Kadere na ręce i razem z pozostałymi zeszliśmy na dół.
- 5 Minut później -
- Matt. Jesteś brudny- podałam mu serwetkę.
Wytarł się i wrócił do jedzenia.
*Katie*
-Bardzo dobry-powiedziałam z uśmiechem
-Lizuska....- burknął mój brat.
-Tak i co z tego? Masz jakiś problem?
-A żebyś wiedziała-powiedział i pokazał mi język.
*Sally*
Czy oni mogliby chociaż jeden dzień się nie kłócić?
-Dzieci...-mruknęłam groźnie
*Katie*
Oh..oł...wpadka, uśmiechnęłam się głupkowato a zarazem słodko do mamy.
*Alan*
Wpadliśmy jak śliwka w kompot...Podrapałem się z tyłu głowy z głupim uśmieszkiem.
*Fritz*
Zaśmiałem się cicho dzieciaki są w takich sytuacjach prze słodkie. Spojrzałem na Sally która przewiercała dzieci na wylot wzrokiem i szturchnąłem ją łokciem, spojrzała na mnie a ja pogodnie się uśmiechnąłem, odwzajemniła gest.
*Jas*
- Cieszę się ze ktoś docenia moją kuchnię- uśmiechnęłam się i połaskotałam Katie po podbródku.
- Skończyłam jeść. Mogę iść się pobawić?- spytała Kadere.
- Możesz.
- Yey!!- zeskoczyła z krzesła i pobiegła na górę.
- Ja też chcę iść!!- krzyknął Matt.
- Najpierw skończ sałatkę.
- Ale mamo!!
- Ślicznie cię proszę. Skończysz jeść i będziesz mógł iść się bawić okej?
- Okej...- zacząłe jeść sałatkę.
*Katie*
-Ja tez mogę?
-Niech się zastanowię hm.....-mama zrobiła zamyśloną minę.
-Proszę-zrobiłam maślane oczy.
Zaśmiała się, rozczochrała moje włosy
-No dobrze....-powiedziała przewracając oczami z uśmiechem.
-Jest-pobiegłam na górę
*Sally*
-Ja też mogę?- spytał Alan.
-Im szybciej skończysz posiłek tym szybciej pójdziesz się bawić
-Ale....
-Jaka była umowa?- zabrał się do jedzenia.
- Zabawne, że mamy ten sam sposób wychowywania dzieci- spojrzała na mnie Jas i zachichotała.
-Mamy po prostu bliźniacze umysły-zaśmiałam się cicho.
- Chyba
-Nie chyba tylko na pewno
- Jak tam chcesz
-Skończyłem!-oświadczył z dumą Alan.
-To zmykaj się bawić zanim się rozmyślę- po sekundzie nie było go w jadalni.
Zaśmiałam się cicho.
*Jas*
Jedliśmy spokojnie obiad. W między czasie Matt też poszedł się bawić. Nagle usłyszałam krzyk...Kadere?! Pognałam w miejsce hałasu. Myślałam, że zejdę na zawał. Kadere...cała zakrwawiona i posiniaczona...leżała na dole schodów. Na górze stał Matt, a za nim przerażeni Katie i Alan.
- Kadere!!- uklęknęłam przy niej. Żyła. Na szczęście. Z oczu poleciały mi łzy.
--------------------------------------------------------
...Cześć? Przepraszam za tak długą przerwę. Nie miałam weny ;-; Obiecuję wam poprawę. Naprawdę wielkie sorry. Tak wiem, że rozdział krótki. Tak, wiem że ujowy. Tak wiem, że mnie nienawidzicie. Wielkie sorry ;-; Dziękuję Aminie która napisała Perspektywę Sally, Alana, Katie oraz Fritza. Bez niej nie było by tego rozdziału. Jeszcze raz dzięki i wielkie sorry. Trzymajcie się i do zobaczenia w nexcie. Na razie.
Ja z Mike'm podeszliśmy ostrożnie do chłopców. Złapałam Alana pod pachy i podniosłam go nad ziemię po czym odsunęłam się od Mika i Matt'a. Oboje strasznie się szarpali.
- Jak się nie uspokoisz to masz szlaban na telewizję- zwrócił się Mike do Matta.
- Dobra. Już się ogarniam- skrzyżował ręce- Jesteś okropny.
Gdy Matt już się ogarnął, postawiłam Alana na podłodze i zaczęłam go łaskotać. Tylko w ten sposób mogłam go uspokoić.
*Alan*
- K-Katie! Help- krzyknąłem do siostry. Mam nadzieję, że tata się jej nie doczepi bo będziemy mieli przejechane.
Podbiegłam do mnie i mamy i zaczęła łaskotać ją by mnie zostawiła.
*Sally*
Puściłam Alana, to był błąd duży, błąd po chwili leżałam na ziemi łaskotana przez dzieciaki. Nie mogłam się powstrzymać.
-No co tak stoisz? Pomóż mi!!-wydusiłam w stronę mojego kochaniutkiego męża. Który za chiny nie chce mi pomóc! I tylko stoi za przeproszeniem jak pizda blada!
- Ehhh...dzieci. Dosyć tego. Puście mamę- podszedł do nich i usiłował ich odciągnąć ode mnie.
No nareszcie! Nasz wielmożny pan raczył się ruszyć! Gdy ściągnął ze mnie dzieciaki, otrzepałam się z niewidzialnego kurzu i podeszłam do siostry. Żądam wyjaśnień o co poszło!? Spojrzałam na Jas porozumiewawczo. Ja już sobie dość nerwów napsułam.
*Jas*
- Dzieci o co wam poszło?- spojrzałam na chłopców
- On zabrał mój samochód!!- krzyknął Matt wskazując na Alana. - Powiedziałeś że mogę go wsiąść!
- ALE TY GO ZEPSUŁEŚ!!
- Wcale, że nie! To Katie go zepsuła!!
*Katie*
To co powiedział wkurzyło mnie nie na żarty. Po chwili siedziałam na nim okrakiem i zaczęłam go okładać pięściami.
*Sally*
Trzymajcie mnie bo zaraz nie wytrzymam. Czułam że dosłownie się we mnie gotuje.
-Spokój ma być!!!-krzyknęłam chyba mnie na końcu miasta można było usłyszeć
*Katie*
Mama bardzo głośno krzyknęła a ja z Alanem wiedzieliśmy co to oznacza po chwili staliśmy przed rodzicami, ciocią Jas i wujkiem Mike'm ze spuszczonymi głowami. Odwróciliśmy się w stronę Matt'a.
- Przepraszam że zabrałem twój samochód
- Przepraszam że popsułam ci samochód
- Matt. Chcesz coś powiedzieć kuzynom?- spytała ciocia Jas patrząc na Matta.
- Przepraszam, że na was nakrzyczałem.
W takim razie........rozejm?- powiedział Alan wyciągając rękę.
- Rozejm- Matt uścisnął mu rękę i uśmiechnął się.
- To skoro już wszyscy się pogodzili może w końcu pójdziemy na obiad?- zaproponowała ciocia.
- Tak!!- Kadere wyciągnęła ręce w stronę swojej mamy.
*Jas*
Wzięłam Kadere na ręce i razem z pozostałymi zeszliśmy na dół.
- 5 Minut później -
- Matt. Jesteś brudny- podałam mu serwetkę.
Wytarł się i wrócił do jedzenia.
*Katie*
-Bardzo dobry-powiedziałam z uśmiechem
-Lizuska....- burknął mój brat.
-Tak i co z tego? Masz jakiś problem?
-A żebyś wiedziała-powiedział i pokazał mi język.
*Sally*
Czy oni mogliby chociaż jeden dzień się nie kłócić?
-Dzieci...-mruknęłam groźnie
*Katie*
Oh..oł...wpadka, uśmiechnęłam się głupkowato a zarazem słodko do mamy.
*Alan*
Wpadliśmy jak śliwka w kompot...Podrapałem się z tyłu głowy z głupim uśmieszkiem.
*Fritz*
Zaśmiałem się cicho dzieciaki są w takich sytuacjach prze słodkie. Spojrzałem na Sally która przewiercała dzieci na wylot wzrokiem i szturchnąłem ją łokciem, spojrzała na mnie a ja pogodnie się uśmiechnąłem, odwzajemniła gest.
*Jas*
- Cieszę się ze ktoś docenia moją kuchnię- uśmiechnęłam się i połaskotałam Katie po podbródku.
- Skończyłam jeść. Mogę iść się pobawić?- spytała Kadere.
- Możesz.
- Yey!!- zeskoczyła z krzesła i pobiegła na górę.
- Ja też chcę iść!!- krzyknął Matt.
- Najpierw skończ sałatkę.
- Ale mamo!!
- Ślicznie cię proszę. Skończysz jeść i będziesz mógł iść się bawić okej?
- Okej...- zacząłe jeść sałatkę.
*Katie*
-Ja tez mogę?
-Niech się zastanowię hm.....-mama zrobiła zamyśloną minę.
-Proszę-zrobiłam maślane oczy.
Zaśmiała się, rozczochrała moje włosy
-No dobrze....-powiedziała przewracając oczami z uśmiechem.
-Jest-pobiegłam na górę
*Sally*
-Ja też mogę?- spytał Alan.
-Im szybciej skończysz posiłek tym szybciej pójdziesz się bawić
-Ale....
-Jaka była umowa?- zabrał się do jedzenia.
- Zabawne, że mamy ten sam sposób wychowywania dzieci- spojrzała na mnie Jas i zachichotała.
-Mamy po prostu bliźniacze umysły-zaśmiałam się cicho.
- Chyba
-Nie chyba tylko na pewno
- Jak tam chcesz
-Skończyłem!-oświadczył z dumą Alan.
-To zmykaj się bawić zanim się rozmyślę- po sekundzie nie było go w jadalni.
Zaśmiałam się cicho.
*Jas*
Jedliśmy spokojnie obiad. W między czasie Matt też poszedł się bawić. Nagle usłyszałam krzyk...Kadere?! Pognałam w miejsce hałasu. Myślałam, że zejdę na zawał. Kadere...cała zakrwawiona i posiniaczona...leżała na dole schodów. Na górze stał Matt, a za nim przerażeni Katie i Alan.
- Kadere!!- uklęknęłam przy niej. Żyła. Na szczęście. Z oczu poleciały mi łzy.
--------------------------------------------------------
...Cześć? Przepraszam za tak długą przerwę. Nie miałam weny ;-; Obiecuję wam poprawę. Naprawdę wielkie sorry. Tak wiem, że rozdział krótki. Tak, wiem że ujowy. Tak wiem, że mnie nienawidzicie. Wielkie sorry ;-; Dziękuję Aminie która napisała Perspektywę Sally, Alana, Katie oraz Fritza. Bez niej nie było by tego rozdziału. Jeszcze raz dzięki i wielkie sorry. Trzymajcie się i do zobaczenia w nexcie. Na razie.
niedziela, 16 sierpnia 2015
Prolog + 1 rozdział- 15 lat później...i wielka, rodzinna bitwa o ciastka XD
15 lat po pamiętnych wydarzeniach... MOMENT! Czegoś nie dokończyliśmy...
*Perspektywa Sally*
Obudziłam się w tym samym pomieszczeniu. Byłam przykryta kocem, a wszystkie rany zniknęły. Nade mną stały animatrony oraz Mike i Fritz. Ten drugi to właściwie siedział obok mnie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nigdzie nie było Jas. A może to był tylko sen?
- To nie był sen- usłyszałam w swojej głowie
- Sally? Co ci jest? Coś cię boli?- spytał Fritz
- Nie nic. Gdzie Jas?- spytałam patrząc na niego, a potem na każdego z osobna. Wszyscy posmutnieli. Mike na chwilę się oddalił po czym wrócił z martwą i zakrwawioną Jas na rękach.
- Próbowaliśmy wszystkiego, ale nie mogliśmy jej ożywić. Przepraszamy- powiedział Bonnie po czym spuścił wzrok.
- To nie wasza wina- wyszeptałam po czym spojrzałam na drzwi. Zamarłam. Stała w nich Jas. Ale jako duch oczywiście. Przyłożyła palec do buzi gdy już chciałam krzyknąć. Zrozumiałam, że mam milczeć.
- Tylko ty mnie widzisz. Nie martw się. Wrócę do was, ale najpierw potrzebuję waszej pomocy- usłyszałam ponownie głos w swojej głowie.
- Co mamy zrobić?- spytałam w myślach. Nigdy tego nie robiłam a nawet nieźle mi wyszło.
- Znamię na ręce- zniknęła, a ja wstałam i podeszłam do Mika. Odsłoniłam jej rękaw i spojrzałam na marionetkę. Z tego co wiedziałam to była pośredniczką między życiem i śmiercią animatronów. Może uda jej się ożywić Jas? Dałam jej porozumiewawcze spojrzenie, a ona je odwzajemniła. Spojrzałam na resztę i powiedziałam:
- Możecie mnie zostawić samą z Marionetką i Jas? Mam pewien plan- wszyscy wyszli. Zostałam tylko ja, Marionetka i moja siostra.
- Ty wiesz jak ją ożywić, prawda?- spytała kukła
- Pomożesz mi? Muszę usunąć tą bliznę- wskazałam na ramię Jas.
- No pewnie. Tylko lepiej się odsuń. Będzie trochę gorąco- odsunęłam się na jej prośbę, a ona zaczęła wypalać bliznę Jas, aż w końcu nic z dawnej blizny nie zostało. Przybliżyłam się do siostry i sprawdziłam puls. Żyje! Jas żyje! Nie posiadałam się z radości. Marionetka zawołała resztę i mnie przytuliła. Mike zdziwiony moim zachowaniem podszedł do Jas i tak od niechcenia sprawdził jej tętno. Jego mina w tym momencie była bezcenna.
- ONA ŻYJE!!!- wrzasnął na całe pomieszczenie, a wszyscy zaczęli cieszyć się i skakać z radości jak małe dzieci. Po chwili wszyscy umilkli i pochylili się nad moją siostrą.
- Ciszej. Chyba nie chcecie jej obudzić- szepnęłam do wszystkich. Pokiwali głową na tak, a ja poszłam po koc którym byłam przed chwilą przykryta i przykryłam nim Jas. Po 2 godzinach moja siostra zaczęła się budzić. Wszyscy patrzyli na nią w skupieniu i napięciu. Jas powoli się podniosła i rozejrzała się po pomieszczeniu. Jako pierwszy rzucił się na nią Mike i mocno ją przytulił po czym pocałował. Jakie to było słodkie :33 Następna była Mangle, a potem już wszyscy. Na końcu zostałam ja. Podeszłam do Jas i mocno ją przytuliłam.
- Martwiłam się o ciebie, siostrzyczko- wyszeptałam
- Już się nie martw. Jestem tu- odparła osłabionym tonem
- Już nic nie mów. Oszczędzaj się- odsunęłam się od niej i popatrzyłam na nią z troską. Pomogłam jej wstać. Wszystko jej wytłumaczyliśmy po czym ruszyliśmy razem do domu. Jas pogodziła się z Toy animatronikami i przysięgła, że nigdy więcej nie będzie lała się po mordach z Toy Freddy'm (XD)
Teraz możemy wrócić do wstępu XD A więc 15 lat po pamiętnych wydarzeniach... Tak w wielkim skrócie. Jas ożeniła się z Mikiem i mają jak na razie dwójkę dzieci (trzecie w drodze ^^). Natomiast Sally również się ożeniła tyle, że z Fritzem. Mają dwójkę dzieci (na razie nie mają w planach trzeciego, ale po mnie spodziewajcie się niespodziewanego XD).
- Wracaj tu!!!- krzyknęła 8 letnia blondynka. Jej włosy spięte w kucyk odsłaniały piękną twarz z bursztynowymi oczkami i zgrabnym noskiem. Miała na imię Kadere. W tym momencie goniła się ze swoim starszym o dwa lata bratem Mattem. Był to chłopiec o ciemniejszej karnacji, błękitnych oczach i czarnych włosach, które w tym momencie były rozczochrane na wszystkie strony.
- Nigdy!!! Chodź tu i weź sobie swojego pana misia!- odparł Matt i uciekł głębiej w korytarz wielkiego domu. Gdy chłopiec przebiegał obok kuchni akurat z pomieszczenia wychodziła jego mama...(zgadnijcie XD. Tak zgadliście. Jas :33).
- Dzieci co wy robicie?- spojrzała zdziwiona na Matta i Kadere.
- Mamusiu on zabrał mi Frederica!- mała Kadere wyglądała jakby miała się rozpłakać
- Bo ona zniszczyła mi jednego z moich piłkarzyków!!- Matt czuł, że jest na przegranej pozycji.
- Dzieci już spokojnie. Matt oddaj siostrze Frederica, a ty Kadere przeproś brata
- Ale mamo!
- Kadere...- spojrzała na nią groźnie
- Dobrze. Przepraszam- wyciągnęła rękę w stronę brata. Brat uścisnął jej rękę i oddał misia. W tym momencie pojawił się ich tata.
- A wy co? Mówiłem, że nie wolno denerwować mamy- spojrzał na Jas i na dzieci z uśmiechem
- Pseprasam tatusiu- Kadere zrobiła słodką minkę
- Już dobrze- wziął małą na ręce i pocałował w czoło po czym ją odstawił i przytulił synka.
- Coś nowego w sprawie Pizzerii?- spytała Jas po czym pocałowała Mika.
- Tak. Uzyskaliśmy pozwolenie na odnowienie budynku i te sprawy...ale ty nie powinnaś się teraz tym przejmować- zerknął na jej brzuch
- Już dobrze. Nie denerwuj się tak- uśmiechnęła się niewinnie i poszła do kuchni
- Mamo co się piecze?- spytał Matt czując zapach wydobywający się z pomieszczenia
- Ciasteczka. Chyba już są gotowe- Jas zerknęła do piekarnika i wyjęła gotowe słodkości.
- Ja będę pierwsza!- Kadere wbiegła do kuchni
- Co?! Nie! Ja będę pierwszy- zaczął przepychać się z siostrą
- Nikt nie będzie pierwszy. Ciasteczka muszą ostygnąć- wtrącił się Mike i odłożył ciastka na blat
- ALE TATO!- krzyknęli równocześnie
- Nie ma żadnego ale prawda, Jas?- spojrzał na żonę
- Tata ma rację. A wy chyba macie lekcje do odrobienia- spojrzała na dzieci podejrzliwie
- Emmm...nie...- Matt odwrócił wzrok
- Nie wolno kłamać. Już na górę odrabiać lekcje
- Nie umiem jednego zadania z matematyki- powiedziała Kadere
- Za chwilę ci pomogę- gdy dzieci pobiegły na górę Jas wróciła do kuchni i wyjęła pokruszoną czekoladę z lodówki.
- Ciastka z czekoladą?- spytał Mike przytulając ją od tyłu ( bez skojarzeń XD)
- Tak- odparła krótko i wyswobodziła się z uścisku męża chwytając ciastka
- Dzwoniłem do Sally i Fritza. Umówiliśmy się na spotkanie za godzinę u nas- oznajmił Mike
- To fantastycznie. A przyjdą z dziećmi?- Jas zaczęła oprószać ciasteczka czekoladą.
- Tak. Mam nadzieję, że te łobuziaki wyrobią się z lekcjami do ich przyjścia bo jak się zasiedzimy do wykorzystają okazję i zamiast odrabiać lekcje będą bawić się z kuzynami- Mike zaśmiał się cicho.
- Tia...- Jas uśmiechnęła się słabo i wyłożyła ciastka na talerz.
- Okej. Chyba miałaś pomóc Kadere w matematyce- mówiąc to zerknął łakomie na ciastka
- Zachowujesz się gorzej nich dzieciaki- zaśmiała się i podała mu jedno ciastko- Na więcej nie licz do obiadu- poszła na górę do pokoju dzieci
- Ty zła kobieto- mruknął pod nosem z uśmiechem i poszedł za nią.
Gdy Jas była już na górze weszła do pokoju dzieci.
- Z czym nie mogłaś sobie poradzić, skarbie?- pochyliła się nad córeczką i pogłaskała ją po włosach.
- Z zadaniem 4. To zbyt skomplikowane. Matematyka jest zła!!- Kadere zamknęła książkę ze złością
- Nie złość się już. Ze wszystkim można sobie poradzić- Jas otworzyła książkę na zadaniu- A sprawdziłaś wyliczenia?
- A po co to komu. Od tego jest nauczyciel- spojrzała na mamę zdziwiona
- Nauczyciel jest od ocenienia twojej pracy. TWOJEJ, a nie jego. On nie może ocenić swojej pracy. Musisz sama sprawdzić wyliczenia. Zobacz. Tu jest błąd- pokazała ołówkiem w miejsce błędu
- Jestem zmęczona!! Nigdy więcej nie idę do szkoły!!!
- Co to to nie moja panno. Im szybciej odrobisz to zadanie tym szybciej dostaniesz ciastka- Kadere momentalnie zabrała się za zadanie. Gdy Jas się odwróciła spostrzegła, że w pokoju nie ma Mike i Matta.
- Mamo skończyłam!- krzyknęła uradowana Kadere
- To dobrze kochanie- pogłaskała ją po włosach- Wiesz gdzie jest twój brat i tatuś?
- Nie- odparła krótko
- Ehhhh... dobrze. Chodźmy na dół. Dostaniesz to obiecane ciastko- gdy Jas i Kadere weszły do kuchni zastały tam Mika i Matta jedzących ciastka- A co to za posiedzenie? Rozejść się!- Jas chwyciła talerz z ciastkami i podała jedno Kadere.
- Mamo, ale ja jestem głodny!- krzyknął Matt
- I dlatego już podaję obiad. Idź nakryć do stołu- rodzeństwo poszło do jadalni- Ale daj 4 dodatkowe nakrycia! Dzisiaj odwiedzają nas wujek i ciocia z kuzynami!- krzyknęła za synkiem i spojrzała na Mika morderczym wzrokiem- Za karę nie dostaniesz już ani jednego ciastka- odłożyła talerz do lodówki.
- Ty niedobra kobieto- stwierdził udając obrażonego
- Już się nie obrażaj- pocałowała go w policzek i razem poszli do jadalni. Gdy tam doszli akurat zadzwonił dzwonek do drzwi. Jas poszła otworzyć i zobaczyła tam Sally i Fritza z ich dwójką dzieci- Alanem i Katie. Dzieciaki od razu wbiegły do domu.
- Alan! Katie! Wracajcie tu! Ja wy się zachowujecie?!- wrzasnęła rozzłoszczona Sally
- Spokojnie. Niech się bawią- odparła Jas z anielskim spokojem i wpuściła ich do środka.
- Przepraszam cię za nich. Nie wiem co się z nimi dzieje- Sally była już tym widocznie zmęczona
- Nic się nie stało. To tylko dzieci- Jas uśmiechnęła się lekko
- Ehhhh...ale ty powinnaś odpoczywać- Sally posadziła Jas na krześle
- Przecież umiem o siebie zadbać- spojrzała na Sally z wyrzutem
- Ale powinnaś odpoczywać. Dla waszego dobra- wtrącił się Fritz
Jas westchnęła ciężko. Po chwili do jadalni wszedł Mike.
- O cześć wam- przywitał się z Sally i Fritzem- Myślałem, że będziecie później
- Dzieciaki już bardzo chciały przyjechać- odparła Sally
- Oddawaj to! Oddawaj!- cała czwóra usłyszała hałasy na górze
- Czy to...- Sally nie dokończyła bo przerwała jej Jas
-...Dzieci- wszyscy udali się na górę. Faktycznie. Dziewczynki patrzyły jak chłopcy kłócą się i zabawkę.
-Trzeba ich rozdzielić- stwierdził Mike i razem z pozostałymi starał się uspokoić chłopców.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejo ;33 Witam was w nowej części opowiadanka ^^ Wiem że tytuł rozwala xD Kolejny rozdział już niedługo. Trzymajcie się i do zobaczenia ;33
*Perspektywa Sally*
Obudziłam się w tym samym pomieszczeniu. Byłam przykryta kocem, a wszystkie rany zniknęły. Nade mną stały animatrony oraz Mike i Fritz. Ten drugi to właściwie siedział obok mnie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nigdzie nie było Jas. A może to był tylko sen?
- To nie był sen- usłyszałam w swojej głowie
- Sally? Co ci jest? Coś cię boli?- spytał Fritz
- Nie nic. Gdzie Jas?- spytałam patrząc na niego, a potem na każdego z osobna. Wszyscy posmutnieli. Mike na chwilę się oddalił po czym wrócił z martwą i zakrwawioną Jas na rękach.
- Próbowaliśmy wszystkiego, ale nie mogliśmy jej ożywić. Przepraszamy- powiedział Bonnie po czym spuścił wzrok.
- To nie wasza wina- wyszeptałam po czym spojrzałam na drzwi. Zamarłam. Stała w nich Jas. Ale jako duch oczywiście. Przyłożyła palec do buzi gdy już chciałam krzyknąć. Zrozumiałam, że mam milczeć.
- Tylko ty mnie widzisz. Nie martw się. Wrócę do was, ale najpierw potrzebuję waszej pomocy- usłyszałam ponownie głos w swojej głowie.
- Co mamy zrobić?- spytałam w myślach. Nigdy tego nie robiłam a nawet nieźle mi wyszło.
- Znamię na ręce- zniknęła, a ja wstałam i podeszłam do Mika. Odsłoniłam jej rękaw i spojrzałam na marionetkę. Z tego co wiedziałam to była pośredniczką między życiem i śmiercią animatronów. Może uda jej się ożywić Jas? Dałam jej porozumiewawcze spojrzenie, a ona je odwzajemniła. Spojrzałam na resztę i powiedziałam:
- Możecie mnie zostawić samą z Marionetką i Jas? Mam pewien plan- wszyscy wyszli. Zostałam tylko ja, Marionetka i moja siostra.
- Ty wiesz jak ją ożywić, prawda?- spytała kukła
- Pomożesz mi? Muszę usunąć tą bliznę- wskazałam na ramię Jas.
- No pewnie. Tylko lepiej się odsuń. Będzie trochę gorąco- odsunęłam się na jej prośbę, a ona zaczęła wypalać bliznę Jas, aż w końcu nic z dawnej blizny nie zostało. Przybliżyłam się do siostry i sprawdziłam puls. Żyje! Jas żyje! Nie posiadałam się z radości. Marionetka zawołała resztę i mnie przytuliła. Mike zdziwiony moim zachowaniem podszedł do Jas i tak od niechcenia sprawdził jej tętno. Jego mina w tym momencie była bezcenna.
- ONA ŻYJE!!!- wrzasnął na całe pomieszczenie, a wszyscy zaczęli cieszyć się i skakać z radości jak małe dzieci. Po chwili wszyscy umilkli i pochylili się nad moją siostrą.
- Ciszej. Chyba nie chcecie jej obudzić- szepnęłam do wszystkich. Pokiwali głową na tak, a ja poszłam po koc którym byłam przed chwilą przykryta i przykryłam nim Jas. Po 2 godzinach moja siostra zaczęła się budzić. Wszyscy patrzyli na nią w skupieniu i napięciu. Jas powoli się podniosła i rozejrzała się po pomieszczeniu. Jako pierwszy rzucił się na nią Mike i mocno ją przytulił po czym pocałował. Jakie to było słodkie :33 Następna była Mangle, a potem już wszyscy. Na końcu zostałam ja. Podeszłam do Jas i mocno ją przytuliłam.
- Martwiłam się o ciebie, siostrzyczko- wyszeptałam
- Już się nie martw. Jestem tu- odparła osłabionym tonem
- Już nic nie mów. Oszczędzaj się- odsunęłam się od niej i popatrzyłam na nią z troską. Pomogłam jej wstać. Wszystko jej wytłumaczyliśmy po czym ruszyliśmy razem do domu. Jas pogodziła się z Toy animatronikami i przysięgła, że nigdy więcej nie będzie lała się po mordach z Toy Freddy'm (XD)
Teraz możemy wrócić do wstępu XD A więc 15 lat po pamiętnych wydarzeniach... Tak w wielkim skrócie. Jas ożeniła się z Mikiem i mają jak na razie dwójkę dzieci (trzecie w drodze ^^). Natomiast Sally również się ożeniła tyle, że z Fritzem. Mają dwójkę dzieci (na razie nie mają w planach trzeciego, ale po mnie spodziewajcie się niespodziewanego XD).
- Wracaj tu!!!- krzyknęła 8 letnia blondynka. Jej włosy spięte w kucyk odsłaniały piękną twarz z bursztynowymi oczkami i zgrabnym noskiem. Miała na imię Kadere. W tym momencie goniła się ze swoim starszym o dwa lata bratem Mattem. Był to chłopiec o ciemniejszej karnacji, błękitnych oczach i czarnych włosach, które w tym momencie były rozczochrane na wszystkie strony.
- Nigdy!!! Chodź tu i weź sobie swojego pana misia!- odparł Matt i uciekł głębiej w korytarz wielkiego domu. Gdy chłopiec przebiegał obok kuchni akurat z pomieszczenia wychodziła jego mama...(zgadnijcie XD. Tak zgadliście. Jas :33).
- Dzieci co wy robicie?- spojrzała zdziwiona na Matta i Kadere.
- Mamusiu on zabrał mi Frederica!- mała Kadere wyglądała jakby miała się rozpłakać
- Bo ona zniszczyła mi jednego z moich piłkarzyków!!- Matt czuł, że jest na przegranej pozycji.
- Dzieci już spokojnie. Matt oddaj siostrze Frederica, a ty Kadere przeproś brata
- Ale mamo!
- Kadere...- spojrzała na nią groźnie
- Dobrze. Przepraszam- wyciągnęła rękę w stronę brata. Brat uścisnął jej rękę i oddał misia. W tym momencie pojawił się ich tata.
- A wy co? Mówiłem, że nie wolno denerwować mamy- spojrzał na Jas i na dzieci z uśmiechem
- Pseprasam tatusiu- Kadere zrobiła słodką minkę
- Już dobrze- wziął małą na ręce i pocałował w czoło po czym ją odstawił i przytulił synka.
- Coś nowego w sprawie Pizzerii?- spytała Jas po czym pocałowała Mika.
- Tak. Uzyskaliśmy pozwolenie na odnowienie budynku i te sprawy...ale ty nie powinnaś się teraz tym przejmować- zerknął na jej brzuch
- Już dobrze. Nie denerwuj się tak- uśmiechnęła się niewinnie i poszła do kuchni
- Mamo co się piecze?- spytał Matt czując zapach wydobywający się z pomieszczenia
- Ciasteczka. Chyba już są gotowe- Jas zerknęła do piekarnika i wyjęła gotowe słodkości.
- Ja będę pierwsza!- Kadere wbiegła do kuchni
- Co?! Nie! Ja będę pierwszy- zaczął przepychać się z siostrą
- Nikt nie będzie pierwszy. Ciasteczka muszą ostygnąć- wtrącił się Mike i odłożył ciastka na blat
- ALE TATO!- krzyknęli równocześnie
- Nie ma żadnego ale prawda, Jas?- spojrzał na żonę
- Tata ma rację. A wy chyba macie lekcje do odrobienia- spojrzała na dzieci podejrzliwie
- Emmm...nie...- Matt odwrócił wzrok
- Nie wolno kłamać. Już na górę odrabiać lekcje
- Nie umiem jednego zadania z matematyki- powiedziała Kadere
- Za chwilę ci pomogę- gdy dzieci pobiegły na górę Jas wróciła do kuchni i wyjęła pokruszoną czekoladę z lodówki.
- Ciastka z czekoladą?- spytał Mike przytulając ją od tyłu ( bez skojarzeń XD)
- Tak- odparła krótko i wyswobodziła się z uścisku męża chwytając ciastka
- Dzwoniłem do Sally i Fritza. Umówiliśmy się na spotkanie za godzinę u nas- oznajmił Mike
- To fantastycznie. A przyjdą z dziećmi?- Jas zaczęła oprószać ciasteczka czekoladą.
- Tak. Mam nadzieję, że te łobuziaki wyrobią się z lekcjami do ich przyjścia bo jak się zasiedzimy do wykorzystają okazję i zamiast odrabiać lekcje będą bawić się z kuzynami- Mike zaśmiał się cicho.
- Tia...- Jas uśmiechnęła się słabo i wyłożyła ciastka na talerz.
- Okej. Chyba miałaś pomóc Kadere w matematyce- mówiąc to zerknął łakomie na ciastka
- Zachowujesz się gorzej nich dzieciaki- zaśmiała się i podała mu jedno ciastko- Na więcej nie licz do obiadu- poszła na górę do pokoju dzieci
- Ty zła kobieto- mruknął pod nosem z uśmiechem i poszedł za nią.
Gdy Jas była już na górze weszła do pokoju dzieci.
- Z czym nie mogłaś sobie poradzić, skarbie?- pochyliła się nad córeczką i pogłaskała ją po włosach.
- Z zadaniem 4. To zbyt skomplikowane. Matematyka jest zła!!- Kadere zamknęła książkę ze złością
- Nie złość się już. Ze wszystkim można sobie poradzić- Jas otworzyła książkę na zadaniu- A sprawdziłaś wyliczenia?
- A po co to komu. Od tego jest nauczyciel- spojrzała na mamę zdziwiona
- Nauczyciel jest od ocenienia twojej pracy. TWOJEJ, a nie jego. On nie może ocenić swojej pracy. Musisz sama sprawdzić wyliczenia. Zobacz. Tu jest błąd- pokazała ołówkiem w miejsce błędu
- Jestem zmęczona!! Nigdy więcej nie idę do szkoły!!!
- Co to to nie moja panno. Im szybciej odrobisz to zadanie tym szybciej dostaniesz ciastka- Kadere momentalnie zabrała się za zadanie. Gdy Jas się odwróciła spostrzegła, że w pokoju nie ma Mike i Matta.
- Mamo skończyłam!- krzyknęła uradowana Kadere
- To dobrze kochanie- pogłaskała ją po włosach- Wiesz gdzie jest twój brat i tatuś?
- Nie- odparła krótko
- Ehhhh... dobrze. Chodźmy na dół. Dostaniesz to obiecane ciastko- gdy Jas i Kadere weszły do kuchni zastały tam Mika i Matta jedzących ciastka- A co to za posiedzenie? Rozejść się!- Jas chwyciła talerz z ciastkami i podała jedno Kadere.
- Mamo, ale ja jestem głodny!- krzyknął Matt
- I dlatego już podaję obiad. Idź nakryć do stołu- rodzeństwo poszło do jadalni- Ale daj 4 dodatkowe nakrycia! Dzisiaj odwiedzają nas wujek i ciocia z kuzynami!- krzyknęła za synkiem i spojrzała na Mika morderczym wzrokiem- Za karę nie dostaniesz już ani jednego ciastka- odłożyła talerz do lodówki.
- Ty niedobra kobieto- stwierdził udając obrażonego
- Już się nie obrażaj- pocałowała go w policzek i razem poszli do jadalni. Gdy tam doszli akurat zadzwonił dzwonek do drzwi. Jas poszła otworzyć i zobaczyła tam Sally i Fritza z ich dwójką dzieci- Alanem i Katie. Dzieciaki od razu wbiegły do domu.
- Alan! Katie! Wracajcie tu! Ja wy się zachowujecie?!- wrzasnęła rozzłoszczona Sally
- Spokojnie. Niech się bawią- odparła Jas z anielskim spokojem i wpuściła ich do środka.
- Przepraszam cię za nich. Nie wiem co się z nimi dzieje- Sally była już tym widocznie zmęczona
- Nic się nie stało. To tylko dzieci- Jas uśmiechnęła się lekko
- Ehhhh...ale ty powinnaś odpoczywać- Sally posadziła Jas na krześle
- Przecież umiem o siebie zadbać- spojrzała na Sally z wyrzutem
- Ale powinnaś odpoczywać. Dla waszego dobra- wtrącił się Fritz
Jas westchnęła ciężko. Po chwili do jadalni wszedł Mike.
- O cześć wam- przywitał się z Sally i Fritzem- Myślałem, że będziecie później
- Dzieciaki już bardzo chciały przyjechać- odparła Sally
- Oddawaj to! Oddawaj!- cała czwóra usłyszała hałasy na górze
- Czy to...- Sally nie dokończyła bo przerwała jej Jas
-...Dzieci- wszyscy udali się na górę. Faktycznie. Dziewczynki patrzyły jak chłopcy kłócą się i zabawkę.
-Trzeba ich rozdzielić- stwierdził Mike i razem z pozostałymi starał się uspokoić chłopców.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejo ;33 Witam was w nowej części opowiadanka ^^ Wiem że tytuł rozwala xD Kolejny rozdział już niedługo. Trzymajcie się i do zobaczenia ;33
sobota, 25 lipca 2015
Nowa część ^^
Siemaneczko mordeczki ;) Tutaj Potter Head, a to jest ja widzicie po tytule druga część mojego opka pod nazwą Fnaf Opowiadania. Pierwszy rozdział wypuszczę 16.08. To tyle, papatki ;* <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)