15 lat po pamiętnych wydarzeniach... MOMENT! Czegoś nie dokończyliśmy...
*Perspektywa Sally*
Obudziłam się w tym samym pomieszczeniu. Byłam przykryta kocem, a wszystkie rany zniknęły. Nade mną stały animatrony oraz Mike i Fritz. Ten drugi to właściwie siedział obok mnie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nigdzie nie było Jas. A może to był tylko sen?
- To nie był sen- usłyszałam w swojej głowie
- Sally? Co ci jest? Coś cię boli?- spytał Fritz
- Nie nic. Gdzie Jas?- spytałam patrząc na niego, a potem na każdego z osobna. Wszyscy posmutnieli. Mike na chwilę się oddalił po czym wrócił z martwą i zakrwawioną Jas na rękach.
- Próbowaliśmy wszystkiego, ale nie mogliśmy jej ożywić. Przepraszamy- powiedział Bonnie po czym spuścił wzrok.
- To nie wasza wina- wyszeptałam po czym spojrzałam na drzwi. Zamarłam. Stała w nich Jas. Ale jako duch oczywiście. Przyłożyła palec do buzi gdy już chciałam krzyknąć. Zrozumiałam, że mam milczeć.
- Tylko ty mnie widzisz. Nie martw się. Wrócę do was, ale najpierw potrzebuję waszej pomocy- usłyszałam ponownie głos w swojej głowie.
- Co mamy zrobić?- spytałam w myślach. Nigdy tego nie robiłam a nawet nieźle mi wyszło.
- Znamię na ręce- zniknęła, a ja wstałam i podeszłam do Mika. Odsłoniłam jej rękaw i spojrzałam na marionetkę. Z tego co wiedziałam to była pośredniczką między życiem i śmiercią animatronów. Może uda jej się ożywić Jas? Dałam jej porozumiewawcze spojrzenie, a ona je odwzajemniła. Spojrzałam na resztę i powiedziałam:
- Możecie mnie zostawić samą z Marionetką i Jas? Mam pewien plan- wszyscy wyszli. Zostałam tylko ja, Marionetka i moja siostra.
- Ty wiesz jak ją ożywić, prawda?- spytała kukła
- Pomożesz mi? Muszę usunąć tą bliznę- wskazałam na ramię Jas.
- No pewnie. Tylko lepiej się odsuń. Będzie trochę gorąco- odsunęłam się na jej prośbę, a ona zaczęła wypalać bliznę Jas, aż w końcu nic z dawnej blizny nie zostało. Przybliżyłam się do siostry i sprawdziłam puls. Żyje! Jas żyje! Nie posiadałam się z radości. Marionetka zawołała resztę i mnie przytuliła. Mike zdziwiony moim zachowaniem podszedł do Jas i tak od niechcenia sprawdził jej tętno. Jego mina w tym momencie była bezcenna.
- ONA ŻYJE!!!- wrzasnął na całe pomieszczenie, a wszyscy zaczęli cieszyć się i skakać z radości jak małe dzieci. Po chwili wszyscy umilkli i pochylili się nad moją siostrą.
- Ciszej. Chyba nie chcecie jej obudzić- szepnęłam do wszystkich. Pokiwali głową na tak, a ja poszłam po koc którym byłam przed chwilą przykryta i przykryłam nim Jas. Po 2 godzinach moja siostra zaczęła się budzić. Wszyscy patrzyli na nią w skupieniu i napięciu. Jas powoli się podniosła i rozejrzała się po pomieszczeniu. Jako pierwszy rzucił się na nią Mike i mocno ją przytulił po czym pocałował. Jakie to było słodkie :33 Następna była Mangle, a potem już wszyscy. Na końcu zostałam ja. Podeszłam do Jas i mocno ją przytuliłam.
- Martwiłam się o ciebie, siostrzyczko- wyszeptałam
- Już się nie martw. Jestem tu- odparła osłabionym tonem
- Już nic nie mów. Oszczędzaj się- odsunęłam się od niej i popatrzyłam na nią z troską. Pomogłam jej wstać. Wszystko jej wytłumaczyliśmy po czym ruszyliśmy razem do domu. Jas pogodziła się z Toy animatronikami i przysięgła, że nigdy więcej nie będzie lała się po mordach z Toy Freddy'm (XD)
Teraz możemy wrócić do wstępu XD A więc 15 lat po pamiętnych wydarzeniach... Tak w wielkim skrócie. Jas ożeniła się z Mikiem i mają jak na razie dwójkę dzieci (trzecie w drodze ^^). Natomiast Sally również się ożeniła tyle, że z Fritzem. Mają dwójkę dzieci (na razie nie mają w planach trzeciego, ale po mnie spodziewajcie się niespodziewanego XD).
- Wracaj tu!!!- krzyknęła 8 letnia blondynka. Jej włosy spięte w kucyk odsłaniały piękną twarz z bursztynowymi oczkami i zgrabnym noskiem. Miała na imię Kadere. W tym momencie goniła się ze swoim starszym o dwa lata bratem Mattem. Był to chłopiec o ciemniejszej karnacji, błękitnych oczach i czarnych włosach, które w tym momencie były rozczochrane na wszystkie strony.
- Nigdy!!! Chodź tu i weź sobie swojego pana misia!- odparł Matt i uciekł głębiej w korytarz wielkiego domu. Gdy chłopiec przebiegał obok kuchni akurat z pomieszczenia wychodziła jego mama...(zgadnijcie XD. Tak zgadliście. Jas :33).
- Dzieci co wy robicie?- spojrzała zdziwiona na Matta i Kadere.
- Mamusiu on zabrał mi Frederica!- mała Kadere wyglądała jakby miała się rozpłakać
- Bo ona zniszczyła mi jednego z moich piłkarzyków!!- Matt czuł, że jest na przegranej pozycji.
- Dzieci już spokojnie. Matt oddaj siostrze Frederica, a ty Kadere przeproś brata
- Ale mamo!
- Kadere...- spojrzała na nią groźnie
- Dobrze. Przepraszam- wyciągnęła rękę w stronę brata. Brat uścisnął jej rękę i oddał misia. W tym momencie pojawił się ich tata.
- A wy co? Mówiłem, że nie wolno denerwować mamy- spojrzał na Jas i na dzieci z uśmiechem
- Pseprasam tatusiu- Kadere zrobiła słodką minkę
- Już dobrze- wziął małą na ręce i pocałował w czoło po czym ją odstawił i przytulił synka.
- Coś nowego w sprawie Pizzerii?- spytała Jas po czym pocałowała Mika.
- Tak. Uzyskaliśmy pozwolenie na odnowienie budynku i te sprawy...ale ty nie powinnaś się teraz tym przejmować- zerknął na jej brzuch
- Już dobrze. Nie denerwuj się tak- uśmiechnęła się niewinnie i poszła do kuchni
- Mamo co się piecze?- spytał Matt czując zapach wydobywający się z pomieszczenia
- Ciasteczka. Chyba już są gotowe- Jas zerknęła do piekarnika i wyjęła gotowe słodkości.
- Ja będę pierwsza!- Kadere wbiegła do kuchni
- Co?! Nie! Ja będę pierwszy- zaczął przepychać się z siostrą
- Nikt nie będzie pierwszy. Ciasteczka muszą ostygnąć- wtrącił się Mike i odłożył ciastka na blat
- ALE TATO!- krzyknęli równocześnie
- Nie ma żadnego ale prawda, Jas?- spojrzał na żonę
- Tata ma rację. A wy chyba macie lekcje do odrobienia- spojrzała na dzieci podejrzliwie
- Emmm...nie...- Matt odwrócił wzrok
- Nie wolno kłamać. Już na górę odrabiać lekcje
- Nie umiem jednego zadania z matematyki- powiedziała Kadere
- Za chwilę ci pomogę- gdy dzieci pobiegły na górę Jas wróciła do kuchni i wyjęła pokruszoną czekoladę z lodówki.
- Ciastka z czekoladą?- spytał Mike przytulając ją od tyłu ( bez skojarzeń XD)
- Tak- odparła krótko i wyswobodziła się z uścisku męża chwytając ciastka
- Dzwoniłem do Sally i Fritza. Umówiliśmy się na spotkanie za godzinę u nas- oznajmił Mike
- To fantastycznie. A przyjdą z dziećmi?- Jas zaczęła oprószać ciasteczka czekoladą.
- Tak. Mam nadzieję, że te łobuziaki wyrobią się z lekcjami do ich przyjścia bo jak się zasiedzimy do wykorzystają okazję i zamiast odrabiać lekcje będą bawić się z kuzynami- Mike zaśmiał się cicho.
- Tia...- Jas uśmiechnęła się słabo i wyłożyła ciastka na talerz.
- Okej. Chyba miałaś pomóc Kadere w matematyce- mówiąc to zerknął łakomie na ciastka
- Zachowujesz się gorzej nich dzieciaki- zaśmiała się i podała mu jedno ciastko- Na więcej nie licz do obiadu- poszła na górę do pokoju dzieci
- Ty zła kobieto- mruknął pod nosem z uśmiechem i poszedł za nią.
Gdy Jas była już na górze weszła do pokoju dzieci.
- Z czym nie mogłaś sobie poradzić, skarbie?- pochyliła się nad córeczką i pogłaskała ją po włosach.
- Z zadaniem 4. To zbyt skomplikowane. Matematyka jest zła!!- Kadere zamknęła książkę ze złością
- Nie złość się już. Ze wszystkim można sobie poradzić- Jas otworzyła książkę na zadaniu- A sprawdziłaś wyliczenia?
- A po co to komu. Od tego jest nauczyciel- spojrzała na mamę zdziwiona
- Nauczyciel jest od ocenienia twojej pracy. TWOJEJ, a nie jego. On nie może ocenić swojej pracy. Musisz sama sprawdzić wyliczenia. Zobacz. Tu jest błąd- pokazała ołówkiem w miejsce błędu
- Jestem zmęczona!! Nigdy więcej nie idę do szkoły!!!
- Co to to nie moja panno. Im szybciej odrobisz to zadanie tym szybciej dostaniesz ciastka- Kadere momentalnie zabrała się za zadanie. Gdy Jas się odwróciła spostrzegła, że w pokoju nie ma Mike i Matta.
- Mamo skończyłam!- krzyknęła uradowana Kadere
- To dobrze kochanie- pogłaskała ją po włosach- Wiesz gdzie jest twój brat i tatuś?
- Nie- odparła krótko
- Ehhhh... dobrze. Chodźmy na dół. Dostaniesz to obiecane ciastko- gdy Jas i Kadere weszły do kuchni zastały tam Mika i Matta jedzących ciastka- A co to za posiedzenie? Rozejść się!- Jas chwyciła talerz z ciastkami i podała jedno Kadere.
- Mamo, ale ja jestem głodny!- krzyknął Matt
- I dlatego już podaję obiad. Idź nakryć do stołu- rodzeństwo poszło do jadalni- Ale daj 4 dodatkowe nakrycia! Dzisiaj odwiedzają nas wujek i ciocia z kuzynami!- krzyknęła za synkiem i spojrzała na Mika morderczym wzrokiem- Za karę nie dostaniesz już ani jednego ciastka- odłożyła talerz do lodówki.
- Ty niedobra kobieto- stwierdził udając obrażonego
- Już się nie obrażaj- pocałowała go w policzek i razem poszli do jadalni. Gdy tam doszli akurat zadzwonił dzwonek do drzwi. Jas poszła otworzyć i zobaczyła tam Sally i Fritza z ich dwójką dzieci- Alanem i Katie. Dzieciaki od razu wbiegły do domu.
- Alan! Katie! Wracajcie tu! Ja wy się zachowujecie?!- wrzasnęła rozzłoszczona Sally
- Spokojnie. Niech się bawią- odparła Jas z anielskim spokojem i wpuściła ich do środka.
- Przepraszam cię za nich. Nie wiem co się z nimi dzieje- Sally była już tym widocznie zmęczona
- Nic się nie stało. To tylko dzieci- Jas uśmiechnęła się lekko
- Ehhhh...ale ty powinnaś odpoczywać- Sally posadziła Jas na krześle
- Przecież umiem o siebie zadbać- spojrzała na Sally z wyrzutem
- Ale powinnaś odpoczywać. Dla waszego dobra- wtrącił się Fritz
Jas westchnęła ciężko. Po chwili do jadalni wszedł Mike.
- O cześć wam- przywitał się z Sally i Fritzem- Myślałem, że będziecie później
- Dzieciaki już bardzo chciały przyjechać- odparła Sally
- Oddawaj to! Oddawaj!- cała czwóra usłyszała hałasy na górze
- Czy to...- Sally nie dokończyła bo przerwała jej Jas
-...Dzieci- wszyscy udali się na górę. Faktycznie. Dziewczynki patrzyły jak chłopcy kłócą się i zabawkę.
-Trzeba ich rozdzielić- stwierdził Mike i razem z pozostałymi starał się uspokoić chłopców.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejo ;33 Witam was w nowej części opowiadanka ^^ Wiem że tytuł rozwala xD Kolejny rozdział już niedługo. Trzymajcie się i do zobaczenia ;33